Ponieważ zdarzyło nam się otrzymać bilety na festiwal OPENER w Kosakowie pod Gdynią trzeba było zaplanować wycieczkę, żeby tam dojechać.
Jak zawsze staramy się unikać głównych dróg, a nasze trasy nie są takie oczywiste.
Skoro sezon zaczęliśmy od podróży do Lizbony
To co to za problem pojechać do naszego Trójmiasta przez... Bagdad
Po dotarciu do naszego noclegu przebraniu w cywilny ciuch ruszyliśmy żwawo w kierunku Gdyni Głównej. Odczekaliśmy swoje w kolejce do festiwalowego autobusu, po czym podreptaliśmy do punktu wymiany biletów na opaski.
Tuż po przekroczeniu festiwalowej bramy, zastanawialiśmy się jak się skończy to co widzimy na niebie... no i najlepiej się nie skończyło.
Ale ponieważ było ciepło (prawie jak Wietnam) to w dobrych humorach skontaktowaliśmy się z Cichym, po czym po długim spacerze, brodząc w kałużach po kostki, zładowaliśmy się im na głowę. Artur chyba nie był świadom na co się pisze, bo do późnych godzin nocnych raczyliśmy się ich gościnnością. ;-)
Na szczęście drugi dzień był już bardziej znośny, było słońce, a nawet koncerty... tylko jakoś słabo... nie było nic co by nas porwało





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz