niedziela, 22 października 2023

Włochy 2023

 

14.07.2023 - byle tylko ruszyć

Zaczynamy naszą letnią przygodę. Dopinamy ostatnie sprawy zawodowe, zastanawiamy się czego zapomnieliśmy. Przypadkiem odkrywam, że za 2 tygodnie wygasa mi OC, a nie mam w dokumentach kwitka od nowej polisy.



O 17,50 udaje się odpalić motocykle i wyruszyć na południe. 




Na początku lecimy S5 do Leszna żeby trochę nadgonić drogi po czym odbijamy na Głogów, gdzie zatrzymujemy się na pyszny obiad przy różowym moście nad Odrą. 


Szukamy też jakiegoś noclegu w okolicach granicy PL-CZ. Oczywiście to co było dostępne jeszcze wczoraj, dzisiaj o tej godzinie już zniknęło. Rewidujemy więc plany i kierujemy się na zamek Černousy, gdzie docieramy o 22.30. Przejechaliśmy 260km.

15.07.2023 - tranzytem przez Czechy

Budzimy się już o 8 rano, co jest niezłym wyczynem, śniadanie i powoli zbieramy się do drogi. 



Jeszcze przed 10 ruszamy w kierunku Pańska Skala. Bazaltowe bloki wyrastające z ziemi robią wrażenie. 







Jemy lody, popijamy Kofolą i gnamy dalej na południe w kierunku Pilzna. Czechy traktujemy tranzytowo więc jedynie zanotowaliśmy, że Pilzno to miasto które należy odwiedzić. Temperatura daje nam w kość, w szczytowych momentach podchodzi do 38°C. robimy postoje w różnych dziwnych miejscach. 




W końcu docieramy do Austrii, bookujemy nocleg za Salzburgiem w Sankt Koloman i umęczeni około 22 zsiadamy z motocykli. Przejechaliśmy 650km.



16.07.2023 - Grossglockner i Dolomity

Przemiła właścicielka Gasthoffu pozwoliła nam zaparkować motocykle na tarasie, a dodatkowo mieliśmy królewskie śniadanie. Przy posiłku poznaliśmy parę Patagończyków mieszkającą w Australii i od 1,5 miesiąca zwiedzających Europę. Podzieliliśmy się informacjami, poleciliśmy sobie nawzajem miejsca warte odwiedzenia i życzyliśmy szczęśliwej podróży.




Przed 11 wsiadamy znowu na motocykle i jedziemy w kierunku Grossglockner Hochalpenstrasse, bo na dole jacyś dziwni kolesie w skórzanych spodenkach. 



Wnosimy stosowną opłatę i zaczynamy się wznosić na wysokość 2500m npm. Widoki na lodowiec wywalają z kapci, co chwilę stajemy na kolejne foty, aż docieramy do Fuschertörl. Stajemy na kawę ciesząc się z dopisującej nam pogody. Świeci słońce, temperatura nie spadła poniżej 21°C. O ile przyjemniej niż kilka lat temu na Transalpinie w Rumunii, o tej samej porze roku, na podobnej wysokości, gdzie było tylko +10°C. Zachęcony, wsiadam jeszcze na motocykl Ani i zaliczam Edelweißspitze. Warto było… tu dopiero jest widok na całą trase Grossglockner.


















Na kolejnym parkingu przy Mittertörltunnel zaliczam paciaka, bo niestarcza mi nogi do podparcia motocykla i nie utrzymałem ciężaru. 









To psuje mi humor na dalszy dzień, Zjeżdżamy do Heiligenblutt, gdzie robimy przerwę na lody i krótki spacer. 


Dalej, droga w kierunku włoskich Dolomitów traci swój urok, bo jest ruchliwie i znowu gorąco. Na ostatniej stacji w Austrii robimy dłuższy postój, uzupełniamy płyny i rezerwujemy nocleg w Val di Fassa, około 100km dalej. Odbijamy na Cortina d’Ampezzo, droga robi się przyjemniejsza, choć ruch jeszcze nie zelżał. Za Cortiną zaczyna się ostra jazda. Do celu zostaje raptem 65km, ale potrzebujemy na to 1,5h. Przed nami Passo Falzarego i Passo Pordoi. 











Na szczęście jest już na tyle późno, że nie ma już ruchu, a wszyscy zapaleni cykliści zjechali już do baz. Pozostają jakieś marne niedobitki, paru motocyklistów, jakiś przypadkowy kamper. Ilość zakrętów, pętelek, przewyższeń powoduje, że technicznie Grossglockner przy tym to przedszkole. Przed 20 stajemy w Canazei na obiad, do celu zostało nam już tylko 6km.

17.07.2023 - w kierunku Gardy



Ruszamy w kierunku Predazzo i dalej Trydentu. Po wczorajszych zakrętach Ania ma potrzebę trochę odpocząć, mi też coś nie wychodzi wytyczenie trasy i w kierunku jeziora Garda suniemy dolinami. Trasa nie jest zbyt wymagająca, trochę ładnych widoków, żadnych szaleństw w złożeniu. 





Mijamy autostradę, robimy postój w Castel Toblino, tradycyjnie: kawa, lody, uzupełnienie płynów. 





Mijamy Riva del Garda i zachodnim brzegiem jeziora, tunelami i galeriami jedziemy na południe. Na tej drodze kręcono sceny pościgów Bonda - QUANTUM OF SOLACE. 









W końcu docieramy do upatrzonego campingu San Biagio, zrzucamy ciuchy motocyklowe i idziemy odmoczyć tyłki w jeziorze. Camping ma swoją małą prywatną wyspę co okazuje się jego dodatkowym atutem. Wieczorem spotykamy się ze przyjaciółmi idziemy na kolację.



18.07.2023 - chwila oodechu

Dzień przeznaczony na smażing/plażing/lody. Temperatury wciąż wysokie, wieczorem jedziemy powłóczyć się po Desenzano del Garda. W północnej części jeziora przewalają się ciężkie chmury i burze, ale u nas nie spada ani kropla deszczu.

AVvXsEgVbW-DELIfnZbRgPIIsCBHBFx3tH5DmAUlRytw-hSqztTmrrHXYAQc_hvP8FyvDr6YUty9Q3MT_DXA-dU2FxkQQgTQE3YBvYebRnvOkF1tf8RpuKkP06AjQojO_OUS_FQJDYyuWDiZm79-m_RXcAFh0Sd4PuSYUtjtbNv5_yn6gzzuNPxZAf75pKzrbQQ1=w640-h360
 
AVvXsEhd_N2UI2hiNzdgKyEL3rVX9Pe7_IyLG6q7kCDiplKMC_-Lqy6FAooMekrQiThb-lKDcl9SCzIqh5zkTb3Rs4m2crTJCjDltYT2iXpg6VbFBgWsnF1ha6fLUj59puEJCbq6HkzvknEXHZUHXNyir-BBPecPjPB1BGHjyJufRQ0FxjYiHiF6n6IPfft8RTP7=w525-h640
 
AVvXsEhLkQ_F0t1ecejpKr6NitEpjrxkBr2ST0QnI205-U2dhhO0gISY5x5JAZYR5VWFeXdVDpT3qoa5ZyYPQEjXyqjl9y8km6xUxIGDGxRBjbhur2lz2Lm_VHZKSrL6ei3efT9iYosEdwCoIRHO0kkrBq-TSS5j90NxpIhTX2GlggZ3khPkuPMlwpEDl30e82kq=w480-h640

AVvXsEg2OwePjUVvDeQ4v83VdBSS8yRI4pVKqW6oeYYahtRadg4wWATymed7Xt7GdRMUE0DbzL3R_FAyO-rgzcl6x7Ho4soZREHMSVuwCvxvetEo8LmtkeoRp2wS1gQexRjEQAAszPlFt0bCZZ2vC6FaUWKZnVAbd2H2rO7-RrX87Kauck9b-f1Qr_JwqfjQjKmE=w480-h640

AVvXsEj9u75CpvUefKDZgIA4KhUG0Bc8PEop8C0rD8FwfwtnEHcpHnPFatdW454XR6jjio-bOiIESyErlIcekLzOUnoWfkMjrO0i7RyuX877DLhEXAcVAgF30geCiuyKAZOhSVygPkfrssI-QfeTCaspOR5eP1BSH39fWbw0CtIJgzHX6c_m9yPbnn5HPiwnee7k=w480-h640


 
AVvXsEh8ka5COJzTBfXLijFK-BS8jrbY3Otz9YQ5NQxxVaGQAq9fz2Nr4jjbVy63_NJ4BriXfMEvePLM90X_LlHRaoLbKNJIJLvTt0JAiV8lofVczOXebQpIDQK7SXcqDL6843VvTbQBuFNIDBm-QDvReaUV5Z9nXKvufCMn8ODDhcs1_hS24quJ2O0lRNdwpTUP=w640-h480

 

AVvXsEjUJ78QTeMUphOlOkzSJnGlhIYIiEH66C4m7hmxzvDZdP8Z8643p-HTwqOBzbQQ3lraTC-6Ql9Lh0qNrVlAkvlNjNaN8rpju2bU-OjT8xwnSx1hzHnvi1U3IuMtRr6IuHDWQwOQZJWmBYc3MuNYqGIZuEiAqgIDBc85cS4OmN4f38Fop_SHNL5-NmAnuI8c=w480-h640

 

AVvXsEhBVXlwM6SZYd2NqDnyOsrjTg9eSmzNjbfL5Ryy7FhypAQnNzMSmiRiqtRa6wTawuMqUPsdOjk6SZWUuR1-m7Gwpv_wq6mID4mLDc9jbs75b26N__TJ_GS5OaiEZUSAH-J7Sw6JTfgrzl3Ray4HVN5Gaf5V3Nu5rXaJiGcn2s04rcQtOesY6iv5CyOZvpao=w640-h480

 

AVvXsEhY3fkgeT6CElvFQWK_iwI9FUw2Hove2ASd6tx0fC6WgcQ_xTk8fT6DgosEmf9JDmnpjnNWx-zPz8LRZ2jn4Bg2TFmImGtkzFH7w08OeIVLv-dtbrrRYkUEzJAuL7jzPQ6CZmDlTZYVw2LjLEutTS2CPW8kW8_RqncyuRfcNjetFOdM0cPh-aSsUhyl9DSy=w640-h480

 

AVvXsEgVE58-2W2tYx0sjFGmIfepaEFszbF4tyypV6KXFeFSEoBox-PiosuR5o0H2kI__aju-zofjHQCeiJHyf4yHUDCiUAjsICkJC8Lh-oRCCBUZ8_sMQq2Lh435vD0M3ziEq0_cVgFBeXu49NGWP4lMtsdRDOWnKrIw3VHc64J1I95j8vS3xsGmipzh--rI4pZ=w640-h480

 

AVvXsEjiOa_MpvxH5FAtSH8WvMgR4pwXOZ5xDbNXVdo1pexnaDHZpqWSgD7PGUDcn6WtpK4TvBybPtfZhw58agb-xAcK2XqAiUP_03Dp92DYO67htBEz8FxaexOSMHmF5IqDxW7QMFl-M8DRLQVR-7bEIquZZSZxOz3s1V7bYhL4yDF8vKwi1_uVOx-Glq6Qocsb=w480-h640

 

AVvXsEgVza-c2fqoKpouxKTxI2K534MoPixH2BVDmwHl0nBA5hk3E-H2JlNDYdtp-_a5cGzXiXeF2efOAI1gLDP8hRoFKuKyPMei6sMR942UqGremtdisq-ekDZeyZr7GpkGdOZ3tiV166rgsv-hFZCMW8qTq7SUe97LSYIeei6jCm9Lv8grX4DfAd-S-_oJjmAx=w640-h480

 

AVvXsEhjjuzlicP-6Aozm2hFo4cBUZIDKEwnPWVmC0WiyICzfHQ-AMPCNRWtS59djB_VUClReVge-C-xoOnHHztfQ1POfWuvazjY2sbC_s6D6U_X96QwmyhLh47AQkOCwnRhG0vNcslp0FhGrBewZw_BLlS4oLSmf3jkLjvnyBk4eLfWzbWlcZYOa2Zid6V4bZvd=w640-h480

19.07.2023 - cisza przed burzą

Kolejny dzień przeznaczony na zbieranie sił przed dalszą podróżą. Powoli rewidujemy nasze plany dotyczące Sardynii, gdzie temperatury przekraczają grubo 40°C. Za kolejny cel obieramy sobie Genuę, gdzie rezerwujemy nocleg i liguryjskie wybrzeże. Wieczorem jedziemy jeszcze do Sirmione na zwiedzanie. 








Na północy między górami widzimy „oko Mordoru”, pewnie znowu burze. 



Z czasem chmury niebezpiecznie zaczynają schodzić coraz bardziej na południe, a o 21,30 zaczyna się kanonada. 







Burzę przeczekujemy w knajpce, co jakiś czas gaśnie zasilanie w całym miasteczku. W końcu wydaje się że się uspokoiło, więc zarzucamy tylko kurtki przeciwdeszczowe i wracamy na camping. Mniej więcej w połowie drogi znowu zaczyna padać. Z duszą na ramieniu i Anią na plecach docieramy około północy na nasz camping, na który leją się potoki wody. Na szczęście w namiocie sucho. Wzbudzamy też konsternacje u nowych sąsiadów, próbujących przeczekać burzę w samochodzie, popijając drinki: „coś ty mi nalał!? Widzisz to UFO?”

20.07.2023 - kierunek Genua

Po ciężkiej, burzliwej nocy, zbieramy nasz mokry majdan, próbując coś wysuszyć i spakować. O 11 opuszczamy camping i jedziemy na śniadanie do naszych przyjaciół. Chcemy dotrzeć do Genui, OSMAND pokazuje tylko 230km ale 6h drogi. Niewiele się myli, pomimo że połowa trasy szybko mija. 



     


Droga SS45 za Bobbio robi się coraz bardziej kręta. Serpentyny ciągną się do samej Genui. 







W końcu logujemy się w naszym hotelu i idziemy na nocne zwiedzanie miasta. 
















położenie Genui na zboczu góry sprawia że niektórym mieszkańcom łatwiej dostać się do domu od strony dachu






Ciasne, wąskie uliczki, w których uwięzione jest duszne powietrze, przez wysokie mury kamienic skutecznie zniechęca nas do bardziej ambitnego zwiedzania. Wjechaliśmy tylko do góry, miejską windą obejrzeć miasto z góry i zeszliśmy w kierunku portu żeby złapać trochę oddechu i zjeść zasłużony posiłek.







21.07.2023 - Portofino




"Jest długie lato w PortofinoI dużo gości z wszystkich stronI strumieniami płynie winoTu w Portofino przez całą noc"

Uciekamy z miasta, ale najpierw musimy kupić Ani rękawiczki. W tych temperaturach skórzane niezbyt się sprawdzają. Zaliczamy dwa sklepy i w końcu znajduje coś odpowiedniego i wygodnego. Sprzedawca dodatkowo poleca nam na trasie jakieś punkty do odwiedzenia. 







Kierujemy się do Portofino wzdłuż liguryjskiego wybrzeża, z krótką przerwą w Camogli




Przed wjazdem do samego Portofino policja zawraca samochody, ze względu na brak miejsc parkingowych. Nas jednak puszcza wskazując, że nie dają gwarancji że znajdziemy jakieś miejsce. Fakt, jest ciasno, ale udaje się upchnąć nawet mojego załadowanego muła pomiędzy skuterami. 









Tutaj robimy dłuższą przerwę, podjadamy pizzę, popijamy chinotto, zjadamy najpodlejsze w naszej podróży lody, za to najdroższe. 












Rezerwujemy też nocleg za La Spezia. Jest jeszcze kawałek drogi ale mamy tam zostać 3 noce, więc nie ma pośpiechu.






Po drodze zaskakuje nas piękna, widokowa droga przez Passo Bracco. Pozostaje tylko żal, że bateria w kamerze już padła. Docieramy na nocleg, przebieramy się w cywilne ciuchy i zjeżdżamy na kolację do Lerici.

     








22.07.2023 - Cinque Terra

Przerwa przerwą, ale… Cinque Terra, czyli fragment liguryjskiego wybrzeża, który trzeba zobaczyć. Pięć malowniczych miasteczek zawieszonych nad morzem w górach. Według opinii wielu najpiękniejszy park narodowy we Włoszech. Znowu wpadamy na serpentyny w kierunku Monterosso al Mare, by dotrzeć do Corniglia, a potem do Manarola. Wąska asfaltowa ścieżka wije się przez góry niesamowicie, widoki też cudowne. W Manarola zatrzymujemy się na dłużej, a nawet decydujemy na pierwszą kąpiel w morzu. Tu też wdrapuję się na jakąś wystającą z wody skałę i skaczę do wody z jakiś 8 metrów. Wiem, można było jeszcze wyżej, ale nogi i tak miękkie, na szczęście zwieracze nie puściły. 














świadomy motocyklista










    





















też skoczyłem
ooooo.... leeeeeecę






     

     
Riomaggiore, ale nie zatrzymaliśmy się tam





Na koniec jedziemy do Porto Venera, gdzie zaliczamy kolejną kąpiel i kolację w pięknych okolicznościach przyrody.















23.07.2023

Dzisiejszy plan to słynna Krzywa Wieża w Pizie. Chcemy tam dotrzeć popołudniu, żeby ominąć największy skwar i tłumy turystów. Najpierw zaliczamy trochę serpentyn w kierunku Borgo a Mozzano, gdzie chcemy zobaczyć średniowieczny most Ponte del Diavolo, który służył ówczesnym pielgrzymom. 

















Stamtąd jedziemy do Viareggia, na plażę. 








Nie był to niestety najlepszy wybór. Kilometry parasolek i leżaków rozstawionych w równych rzędach, płatnych jakieś chore kwoty, to jednak nie nasz klimat. Kąpiel była szybka, skorzystaliśmy z pryszniców żeby się opłukać z soli, zjedliśmy kolejne lody i pognaliśmy do punktu docelowego. 

Krzywą wieżę widać z daleka. 



Cały plac, bazylika, prezbiterium i sama dzwonnica robią wrażenie. Ktoś miał rozmach. Odżałowujemy kasę na wejściówki i wdrapujemy się na szczyt najsłynniejszej na świecie dzwonnicy. Niestety nie zdążymy już zobaczyć bazyliki bo zrobiło się zbyt późno.



moim zdaniem prezbiterium też jest krzywe






 prawie jak w Rumunii

















24.07.2023

Dzisiaj się pakujemy i jedziemy dalej na południe. Zahaczamy o toksyczną plażę koncernu Solvay, ale nie robi jakoś szczególnego wrażenia na nas więc kierujemy się dalej w kierunku Piombino. Z Sardynią nie wyszło, ze względu na upały, ale jakąś wyspę trzeba zaliczyć. Przecież nie wystarczy wysepka na jeziorze Garda. Kupujemy bilety na prom i płyniemy na Elbę. Wieje silny wiatr, ciężkie chmury przewalają się przez wyspę, ale nie spada ani kropla deszczu. 





ostro duje




Docieramy na wybrany camping, rozbijamy namiot i idziemy do baru z widokiem na zatokę.







25.07.2023 - śladami Napoleona 😂

Noc była trochę niespokojna, bo coś tam pokropiło i chowałem nasze manele, żeby nie zmokły. Po wystawnym śniadaniu na kufrach idziemy na plażę. 


Po południu jedziemy na druga stronę wyspy do Marina Marciana. Bez tego drugiego "A" byłoby bardziej poprawnie, ale Włosi zawsze muszą coś spieprzyć. Wiatr urywa głowy, wanty i maszty zacumowanych w porcie łódek grają dość straszną melodię. Na szczęście na drodze podmuchy nie są aż tak odczuwalne. Wracamy dość późno, wiatr nadal huczy i czyni kolejną noc niespokojną.

















26.07.2023

W nocy budzi nas wiatr i deszcz igieł z drzew rosnących nad naszym namiotem. Na szczęście namiot jest dość dobrze chroniony od tego wiatru, któremu udało się przewrócić tylko jeden fotel. Dzisiaj Ania ma imieniny i funduje królewskie śniadanie na kufrach. 


Potem kawa w barze, plaża, lody. Wieczorem wsiadamy na motocykl i jedziemy do Porto Azurro gdzie udaje nam się zjeść pizze w super knajpce, o niepowtarzalnym klimacie.













27.07.2023 - święty Maryn

Pierwsza spokojna noc na Elbie, a my się pakujemy do dalszej podróży. W sumie dlaczego by nie odwiedzić San Marino? 









Suniemy niespiesznie przez Toskanię podziwiając widoki znane dotąd z filmów. Łagodne pagórki, wijąca się droga, uprawne pola, połacie winnic, na którymi górują hacjendy, do których prowadzą szutrowe ścieżki obsadzone strzelistymi cyprysami. 









Zatrzymujemy się w Pienzie, żeby jeszcze raz zachwycić się pięknem mijanych krajobrazów ze słynnych tarasów Toskani. Samo miasteczko też ma swój urok, na swój sposób cukierkowe. 















Bocznymi drogami jedziemy dalej w kierunku San Marino, gdzie docieramy dopiero przed 21. 










Szybko przebieramy się i jedziemy na samą górę. Stare miasto przenosi nas kilkaset lat wstecz. Wrażenie potęguje dodatkowo trwający festiwal Dni Średniowiecza. W całym mieście odbywają się różne pokazy, a to żonglerka flagami, a to trębacze czy dobosze, tancerze. San Marino to chyba w naszej podróży największe zaskoczenie, które pozostawiło spory niedosyt. Szkoda że mieliśmy tak mało czasu na zwiedzanie.

















28.08.2023 - wschodnie wybrzeże


Poranna sesja z widokiem na Adriatyk i Monte Titano













Na dziś trasa nie ma być zbyt długa. Ot, wzdłuż wybrzeża przez Chioggie, Padwe, do Bassano del Grappa. 












Chioggia to taka mała Wenecja. Wpadamy we wczesne piątkowe południe więc nie ma zbyt wielu turystów, jest wręcz sennie. Leniwie włóczymy się uliczkami wzdłuż kanału. 


















to chyba do działu porno się nadaje



zdjęcie zawiera lokowanie produktu




Rewidujemy też cel podróży. Droga nie jest przyjemna, spory ruch, jesteśmy trochę zmęczeni upałem, chcemy jeszcze zobaczyć Padwę, gdzie znajduje się najstarszy na świecie uniwersytet którego absolwentami był Kopernik, Galileusz, Petrarka, Dante, czy wujek Hilary. Rezerwujemy więc nocleg w Padwie, do której mamy godzinę drogi. Po zwiedzeniu imponującej bazyliki świętego Antoniego, zagłębiamy się w uliczki, często z podcieniami. Jednak nie możemy coś poczuć tego miasta, czegoś nam w nim brakuje, jakiegoś klimatu. Jemy dobry obiad na Piazza della Erbe i dalej, bezskutecznie szukamy tego czegoś.














nie wiem co palił rzeźbiarz














29.07.2023 - znowu Dolomity

Przed 11 opuszczamy Padwę i jedziemy w kierunku Bassano. 


Niestety droga podobna do wczorajszej, spory ruch, TIR-y , fotoradary, nie bardzo jak uciec. W Bassano w końcu udaje się zaparkować motocykl i idziemy odnaleźć ten słynny most Ponte Vecchio (Ponte degli Alpini)







Tuż przy nim wypijamy kawę, zajadamy się taglieri di salumi e formaggi i nastrajamy przed dalszą podróżą.





Kolejny cel to Passo San Boldo






Przełęcz z tunelami okazuje się sporym wyzwaniem nie tylko dla Ani, ale też dla mnie. Efektowne, ale dość klaustrofobiczne. Niestety zaczyna się psuć pogoda i nad szczytami Dolomitów gromadzą się ciężkie chmury. 










Dość sprawnie dojeżdżamy do tamy Sante Caterina, ale na zjeździe z Passo del Zovo (droga SP532) dopadają nas pierwsze krople deszczu. 






Od Padola pada już regularnie i trochę mokniemy zanim uda nam się znaleźć miejsce na ubranie przeciwdeszczówek. Do Austrii, gdzie mamy nocleg w Sillian dojeżdżamy już w strugach deszczu. Jutro przeczytamy, że jechaliśmy skrajem jakiegoś oberwania chmury, które całkiem niedaleko w San Candido i dolinie Pustertal spowodowało osuwiska ziemi, podtopienia, zerwane mostki. Mieliśmy szczęście więc po przebraniu się szukamy miejsca do zjedzenia czegoś. Trafiamy do knajpki prowadzonej przez Włochów, z eine verrückte Atmosphäre. Znowu czujemy ducha Italii i mimo, że za oknem leje deszcz, jakoś nam lżej.


30.07.2023 - na drugą stronę Alp

Po śniadaniu, punkt 10 ruszamy z Sillian. Mimo, że o 8 rano jeszcze lało, teraz nieśmiało zaczyna wychodzić słońce, droga przesycha, a niebo się przeciera. Niestety prognozy nie napawają optymizmem i nie bardzo wiemy co dalej począć. Jechać przez tunel drogą 108 czy gdzieś dalej na wschód. Chcielibyśmy jeszcze po drodze zobaczyć Salzburg, o ile pozwoli pogoda. 





Znajdujemy tajemniczą drogę 105, która gdzieś w górach się urywa, a mimo to nawigacje wyznaczają trasy. Ryzykujemy i po jakimś czasie zostajemy załadowani w Mallnitz na kolejowe platformy Autoschleuse Tauernbahn.






Po dość krótkiej podróży tunelem przez górę kończymy naszą podróż w Böckstein. Niestety zaczynają się przeboje z motocyklem Ani. Po zabezpieczeniu motocykla na platformie, puścił klej od grzanej manetki gazu i po odpaleniu Ania zjeżdża na peron na wysokich obrotach. W okolicach Werfen robimy postój i podczas przestawiania motocykla okazuje się, że śruba trzymająca stelaż kufra w wieśniaku ułamała się. No to mamy problem. Jedna śruba ma zerwany gwint, druga wyłamana, trzeba przepakować motocykle. Ładuję kufer Ani na swoje tylne siedzenie, a do niej trafia rolka z materacem.





Rewidujemy ponownie plany podróży, zamiast Salzburga czy Regensburga będzie Bielsko Biała. Bookujemy nocleg w Ceskich Budziejowicach i jedziemy. Po drodze jeszcze obiad w Linz w… knajpie prowadzonej przez Włochów „mister, aber ich bin Italian nur in der Freizeit”. Po dotarciu na nocleg idziemy na nocne zwiedzanie stolicy Budweisera. Jest niedziela, ok 21, na, jednym z ponoć największych w Europie, rynków (bo ja wiem, Lwówek Wlkp. ma równie duży) straszą już tylko jakieś niedopite zombie. Nie dzieje się zbyt wiele, jak to w Czechach po godz. 19. Niemniej musze przyznać, że stare miasto bardzo ładne, zadbane.












31.07.2023 - tranzyt przez Czechy

Tu już nie ma co opisywać. Podróż przez Czechy w kierunku BB, przez Telc, Brno, Novy Jicin, Frydek Mistek. Staramy się jechać trochę bocznymi drogami, czasem wypadamy na jakąś ekspresówkę.







Pod Brnem gigantyczny korek, bo kierowca zasnął i władował się pod TIR-a. Jedziemy więc Rettungsgasse, żeby to ominąć mając na plecach czeskiego ridera na GS, który jest nam wdzięczny za ten manewr, bo sam by się chyba nie zdecydował. Do Jarka docieramy po 18, szybka diagnoza, motocykl zostaje. Przepakowujemy kufry, żeby zrobić miejsce dla Ani na teresie i jedziemy dalej na nocleg.

 



01.08.2023 - do domu

No i w zasadzie dobrnęliśmy do końca naszej letniej podróży...

b46d4fdae6b7f72d4cd7221461b8afd2.jpg

Po dwóch tygodniach niewygód, ostatni odcinek do domu Ania pokonuje jako pasażerka na moim motocyklu który zdecydowanie nie nadaje się dla dwóch osób.

4f5f806785a9cbd09bbff4865110bd44.jpg

19100009.JPG  

14510007.JPG  

14490005.JPG  

13020003.JPG  

12570002.JPG