Po długiej przerwie wybraliśmy się w czerwcu nad nasze morze podziwiać najdłuższe dni w roku. Opracowałem nowa trasę, którą o dziwo udało się w 99% zrealizować.
Jeden raz okazało się, że droga leśna z wyraźnym zakazem wjazdu, choć
już w środku lasu byliśmy. Co więcej, sprawdzałem wjazd na tą drogę na street view, od strony gdzie mieliśmy wyjechać i nie było żadnego zakazu. Za drugim razem droga okazała się przeorana.
Prawie 300km, ponad 6h, myślę że blisko 50% drogi to nowe odcinki, którymi nigdy wcześniej nie jechaliśmy, co jest niezłym wynikiem biorąc pod uwagę fakt, że jeździmy tam od ponad 15 lat.
| tu znaleźliśmy się w środku lasu i zaczęło być dziwnie, a nawet dla nas groźnie |
| w tym miejscu droga była dość rozmoknięta ze sporą kałużą po prawej stronie, za którą była już spora skarpa |
| a tu już wjechaliśmy na dróżki na wysokości, gdzieś pomiędzy Trzebiatowem a brzegiem Bałtyku |
| Mrzeżyno |
Skoro pojechaliśmy nad morze to trzeba było jakoś wrócić. 3 dni później może nie było już tak hardcore-owo jak w tamtą stronę, ale... i tak było fajnie i zwłaszcza na początku niezłe rodeo nam zafundowałem. Niestety na soczewce rozbił się jakiś robal i część zdjęć nie nadaje się do publikacji.
| to białe na horyzoncie to tzw. falowce czy Rogowo Pearl, paskudne apartamentowce między Dźwirzynem a Rogowem |