środa, 22 lipca 2015

urodzinowo

w nocy z piątku na sobotę,tuż po północy zostałem zaskoczony dość niespodziewanym prezentem urodzinowym 
"Kochanie wyjeżdżamy, wszystko już zorganizowane, nie musisz o nic się martwić"
Było to urocze, tym bardziej, że codzienność ostatnio nabrała zupełnie nowego wymiaru i nasze ambitne plany podróżnicze trzeba odłożyć na bliżej nieokreślony czas.
Oczywiście zorganizowana była wzmiankowana "codzienność", a nie my do podróży. 
W sobotę od rana, wciąż z pewnym niedowierzaniem, zacząłem oporządzać motocykle do drogi.W tym czasie Ania nas pakowała. Ruszyliśmy około 10 rano, co jest niezłym wynikiem jak dla nas :-)
 Celem było Szczawno Zdrój gdzie kilka lat wcześniej przypadkowo trafiliśmy i które nas zauroczyło.
Jak zawsze nasze drogi są niezbyt proste  


i zamiast kierować się wprost na południe, ruszyliśmy na zachód w kierunku Wolsztyna, gdzie zrobiliśmy pierwszy postój.

Dalej bocznymi drogami przez Wschowę, Polkowice dotarliśmy do Chojnowa, gdzie kolejny postój i mała przekąska.
Droga nr 328 powiodła nas aż do Marciszowa, gdzie kilka kilometrów dalej uciekliśmy z krajowej 5 na Jaczków i tak dotarliśmy do celu.



 Pierwotna rezerwacja jakoś Ani nie przypadła do gustu więc poszukaliśmy innego noclegu, a ponieważ było to urodzinowo to było na wypasie.
Wieczorem ruszyliśmy na zwiedzanie uzdrowiska, które jest perełką przy przygnębiającym obok Wałbrzychu. Niestety klimat psuje tutejszy sport narodowy lokalesów, czyli odbijanie kapsli od samego rana do późnych godzin wieczornych. Ale uczciwie muszę przyznać, że żadnych przygód z miejscowymi miłośnikami napojów wyskokowych nie mieliśmy.
Kolacja była suta, widoki piękne, zmęczeni przed północą wróciliśmy do pokoju. 
Od rana spacer i zwiedzanie w promieniach słońca,  by w południe ruszyć w drogę powrotną.











Miało być w miarę prosto do domu, a wyszło jak zawsze :-)


Najpierw wizyta na zamku w Książu, robi wrażenie jednak tłum odstraszył nas od zwiedzania wnętrz.




W Strzegomiu uciekliśmy w kierunku Złotoryji, by znowu pognać drogą 328 tym razem na północ.




W Chocianowie chcieliśmy obejrzeć ruiny wielkiego pałacu, niestety bezskutecznie. A szkoda, bo pałac piękny,  niemniej chyli się ku upadkowi coraz bardziej.
Żeby nie jechac tą samą drogą pognaliśmy dalej w kierunku Nowej Soli. Niestety po drodze zaczęło padać i Ania przy parkowaniu, na trawie, zaliczyła paciaka, i wykręcona noga dostała się pod motocykl. Twarda sztuka zacisnęła zęby i po wpięciu podpinek pojechaliśmy dalej. Nie wiem tylko czy przekonam Anię do kolejnych podróży w czasie opadów. Straty: skręcona noga, siniak na drugiej i ułamana klamka sprzęgła.
Po godz. 20 szczęśliwie udało dojechać się do domu.

piątek, 19 czerwca 2015

i znowu nad morze

6-7 czerwca

Ponieważ wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały że, w bliżej nieokreślonej przyszłości, może to być ostatnia szansa na wyrwanie się z domu, ruszyliśmy znowu nad morze.
Tym razem w towarzystwie znajomych, którzy świeżo nabyli prawdziwy motocykl i napawają się duchem prawdziwego motocyklizmu
Standardowo, mieliśmy prawie 3-godzinną obsuwę z wyjazdem, ale tym razem byliśmy usprawiedliwieni.
Na szczęście znajomi nie należą do osób które zanadto przejmują się czasomierzami i dogoniliśmy ich w Wałczu.




Standardowo stanęliśmy na posiłek w Starym Drawsku w gospodzie Podzamcze
 

i ruszyliśmy dalej na północ
przystanek Karlino i ruiny starego spichlerza



później szukaliśmy kolejnych ruin w jakiejś Koziej Wólce(?) nie! Koziej Górze, ale bez powodzenia 
trafiliśmy za to do Lubiechowa


skąd drogą przez pola dojechaliśmy do Kłopotowa, ach jak ja lubię takie drogi :-)





no i dotarlismy nad morze
 



wracaliśmy do Poznania, dzień później, znowu opłotkami







za Świdwinem trafiliśmy na kawę do pałacu w Słonowicach, poznaliśmy trochę jego historii i gościnnego zarządcę


a później już bocznymi drogami, z krótkimi postojami pognaliśmy do obowiązków, jakie czekały na nas w domu