czwartek, 22 maja 2014

wszystko dobre co się dobrze kończy

Niestety nadszedł czas rozstania z drugim motocyklem.
Mimo szczerych chęci, nagłego wzrostu potrzeb, rewelacyjnej ceny, poszukiwania dodatkowych zasobów, kombinowania, nie dane nam jest zdecydować się na drugi motocykl w tym momencie.

Kilka słów podsumowania:
pierwotne wrażenie, że F650GS Twin niewiele się różni od starego F650GS zatarło się z chwilą, gdy dokonał się powrót na singla.
Są to jednak dwa różne motocykle:
  • twin z racji prawie 50% większej mocy musi lepiej jeździć
  • mimo, że wyższy, jest do ogarnięcia nawet dla niewysokich osób, ze względu na wąską talię
  • sam motocykl sprawia wrażenie większego
  • pomimo dwucylindrowego silnika jest niewiele mniej oszczędny od singla.
  • pozwala na większe prędkości przelotowe na autostradach
  • no i jest wyposażony w kilka przydatnych gadżetów, jak komputer
To co najbardziej w Twinie mi przeszkadzało, to jak to zgrabnie ujął kolega, wiotkość przy niskich prędkościach manewrowych. Zdecydowanie łatwiej jest mi w korku przejechać moim starym singlem, niż jego następcą.
Początkowo problem sprawiało operowanie kierunkowskazami, inne niż cała reszta świata.
Irytujący był brak przycisku pod palcem wskazującym do mignięcia długimi. Przeniesienie go na włącznik świateł jest trochę chybione i nigdy nie udało mi się go poprawnie użyć. 
Podobnie z klaksonem, który często się mógł przydać, jednak nigdy nie mogłem go znaleźć. 
No i stawianie na centralce w porównanie z singlem to mordęga. Ani to wygodne, ani łatwe.

To wszystko są jednak pierdoły.



 

A najważniejsze to Wielkie Podziękowania dla dobrych ludzi, którzy pozwolili nam, prawie dwa miesiące, użytkować motocykl podczas, gdy byliśmy pozbawieni własnego.

SZACUNEK I GŁĘBOKI UKŁON, BAJER

niedziela, 11 maja 2014

znowu w domu

Nadszedł czas aby wreszcie odebrać nasz motocykl z 2-miesięcznej rekonwalescencji.
W zasadzie zbieraliśmy się po niego od miesiąca, jednak wciąż coś nie pasowało.
A to praca, a to święta, a to pogoda... i tak z tygodnia na tydzień przesuwaliśmy odbiór.
Wreszcie udało się. Pogoda może nie zapowiadała się idealnie, ale miało być w miarę ciepło i w miarę sucho.
Przynajmniej przez większą część podróży.
Ruszyliśmy w piątek z Poznania, najszybszą jak nam się wydawało trasą na Wrocław, gdzie wbiliśmy się w autostradę i pociągnęliśmy aż do Katowic. Podróż autostradą pozwoliła odkryć kolejny atut twin'a, wyższą prędkość podróżną. Jeśli warunki drogowe i pogodowe pozwalały cięliśmy nawet 140km/h, to ok. 20kmh więcej niż znosi bez wysiłku nasz singielek. Gdyby nie korki na bramkach i rozkopana trasa między Katowicami, a Pszczyną bylibyśmy dużo szybciej. Motocykl i tak miał przewagę, gdyż pozwolił przeskoczyć dość spore zablokowane odcinki.
Wreszcie dotarliśmy i mogliśmy nacieszyć oczy naszym GS-em. Pozostało do skręcenia kilka plastików i zrobiłem testową rundę ok 30km, aby poczuć go na nowo. Jakże bardziej filigranowy jest on od czerwonego twin'a, jak lekko chodzi kierownica.
Następnego dnia ostatnie regulacje, aby dostosować go do potrzeb Ani. 

Przed nami ponad 400km drogi i jest to jej pierwsza taka trasa. W zasadzie, za jednym zamachem, ma przejechać więcej niż w całym swoim życiu. Ruszamy. Początkowo broni się przed wjazdem na autostradę, ale w końcu przekonuję ją i nie żałuje. W stosunku do wczorajszego dnia jest pusto, a wiatr jest dużo mniej dokuczliwy. W sumie dojechaliśmy aż do Brzegu co okazało się błędem bo nadrobiliśmy kilkadzesiąt kilometrów.

Cały czas asekurowałem jej tył, informując o tym co dzieje się na drodze, dając wskazówki co do manewrów. Pomocną okazała się nawigacja, która pozwalała ocenić stopień trudności zakrętów. 
Około 200km od domu dłuższy postój na obiad. Po Ani widziałem już zmęczenie, ale nie chciała się poddać. Pojechaliśmy dalej.



Najtrudniejsze sytuacje mieliśmy w odległości 5km od domu, nagle na łuku Ania wpadła w dziurę której nie widziała, kawałek później wpakował jej się pod motocykl przebiegający drogę kot. Zachowała zimną krew, podobnie jak wtedy gdy na skrzyżowaniu zgasł jej silnik.
Po ok 480km drogi i 10h jazdy zlądowaliśmy w domu.

 
Dokonany wysiłek dał znać o sobie, gdy już adrenalina puściła.
Pod domem stoją teraz dwa motocykle F650GS, każdy inny.

Zdjęć zbyt wiele nie ma ponieważ skupieni byliśmy na jeździe 

piątek, 2 maja 2014

lady in red

tak się złożyło że nasz motocykl wciąż zażywa wypoczynku w SPA. Od kilku tygodni nie składa nam się żeby po niego pojechać ze względu na pogodę, nadmiar zajęć, czy święta.

W międzyczasie jednak korzystamy z życzliwości kolegi który nabył nowy motocykl, a swój stary oddał nam na testy, bo moglibyśmy być nim zainteresowani...

Fakt, przyjemny motocykl, dobrze wyposażony, znamy jego historię, wiemy co było przy nim robione, znamy już jego mankamenty i co jest do zrobienia na szybko.
W zasadzie... okazja jak rzadko... 

Zdążyłem nie tylko zaznajomić się z motocyklem w formie korzystania z niego, ale też... zajrzałem mu "pod kieckę" ;-)
W tym czasie, gdy jest u nas, pospawałem jeden naderwany plastik i mocowanie wysokiej kanapy, wymieniłem olej, przeserwisowałem  wiatrak radiatora, który dość nieszczęśliwie, w tym modelu potrafi się zblokować nadmiarem drogowego syfu, wyczyściłem i nasmarowałem łańcuch, uruchomiłem ponownie jego smarowniczkę.

no i w ogóle go domyłem... ;-)

a mojej Ani jest w nim do twarzy :-)