26/07/2013 Dojazdówka
Ruszamy przed 9 rano. Mieliśmy uciec wcześnie rano, by nie narażać się na upały, ale jak
zwykle wyszło inaczej. Ruszamy na Wrześnię, by tam odbić na
południe na Pyzdry i dalej w kierunku Jeziorska i Sieradza.
W okolicy ma się odbyć
zlot forumowych motocykli, ale po drodze nie mijamy nikogo na BMW.
Odcinek Sieradz – Piotrków Trybunalski to mordęga drogi krajowej,
czyli TIR-y i różne drogowe wariaty, którym śpieszno. Za Kielcami
zjeżdżamy na drogi 3-cyfrowe i jest wreszcie spokojniej. Niestety
nie mamy pewności gdzie są mosty by przeprawić się na drugą
stronę wielkiej rzeki, więc kierujemy się wg wskazówek mapy przez
Pacanów i Rataje Słupskie z pięknym mostem nad Wisłą. Most
niestety w remoncie, ale i tak robi wrażenie.
Podróż kończymy w
Tarnowie, słuchając jazzowego koncertu na Rynku, posilając się
słusznie i noclegując pod namiotem w bardzo kulturalnych warunkach.
27/07/2013 Solina
Cały wyjazd na wariata,
nie mieliśmy nawet czasu, żeby spojrzeć dokładnie gdzie jechać i
spać. Zamysł był, rozbić się nad Soliną i stamtąd
nieobciążonym motocyklem popomykać po bieszczadzkich serpentynach.
Niestety okazało się, że za Bieszczady zabieramy się od dupy
strony, a Solina w okresie wakacyjnym to najgorszy z możliwych
wyborów. W końcu rozbiliśmy się w ośrodku Brzoza, ale więcej
już nie pojeździliśmy tego dnia z przyczyn obiektywnych.
Czas spędziliśmy w
jarmarczno-dyskotekowym łomocie, który skłonił nas do szybkiej
ucieczki następnego poranka.
28/07/2013
Zwijamy obozowisko i
ruszamy na Wołkowyje, by przebić się przez góry do Komańczy.
Oczywiście gdzieś gubimy ścieżkę i lądujemy na remontowanej
drodze 892, którą pokonujemy w żółwim tempie. Po drodze
śniadanie pod cerkwią, w cieniu drzewa. Wreszcie jesteśmy na
Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej i wreszcie Bieszczady zaczynają nam
się podobać. Mały ruch, piękne widoki, spokój i wijąca się
nitka drogi. Podczas przerwy w Majdanie spotykamy kilku miejscowych
motocyklistów i Dyrotona. Macki forum sięgają w najdalsze krańce
Polski.
Dalej lecimy przez Cisną
– Ustrzyki, by kawałek za Stuposianami zrobić kolejny postój i
zanurzyć się w wodach zbiegających się potoków. Upał daje się
we znaki. Jedziemy dalej do Sanoka, gdzie posilamy się regionalnymi
daniami na Rynku. Zastanawiamy się czy nocować tu czy jechać
dalej. Ania wpada na pomysł odwiedzenia Łańcuta, więc dalej na
koń i ruszamy.
29/07/2013
Prognozy nie są
optymistyczne. Temperatura ma grubo przekroczyć 30°C. Idziemy
zwiedzać łańcuckie perełki. Jest na tyle wcześnie, że muzea są
pozamykane, więc spacerujemy po parku, podziwiamy architekturę,
spożywamy hektolitry napojów. Przed południem ruszamy w kierunku
Stalowej Woli. Nie wiemy za bardzo po co, ale tak samo następny cel
podróży, Tarnobrzeg, nie do końca jest zrozumiały. Termometr
momentami pokazuje +41°C, a regularnie +39. Nie jest lekko więc
robimy postój nad wodą, zbiornik po dawnym wyrobisku siarki daje
wytchnienie od koszmarnego upału. Po 17 ruszamy do Baranowa
Sandomierskiego zwiedzić zamek i zjeść obiad. Na miejscu okazuje
się szczęśliwie, że jest prom przez rzekę, co skraca nam podróż
do kolejnego miejsca noclegu, zalewu Chańcza. Nocna kąpiel w
jeziorze, ciepła noc, kosmos pełen gwiazd, który wciąga. Robię
słuszną uwagę, że takiego nieba nie należy oglądać po środkach
zmieniających świadomość, bo wciąga i można już nie wrócić.
30/07/2013
Noc ciepła jednak o 3,30
zrywa się silny wiatr, który mnie budzi. Przy okazji okazuje się,
że rozbiliśmy się na ścieżce mrówek i część z nich
mamy już w namiocie. Wstajemy koło 7 rano, niebo zasnute ciężkimi
chmurami, zbiera się na burzę. Pakujemy się póki sucho. Bocznymi
drogami kierujemy się przez Włoszczową na Bełchatów. Po drodze
jemy śniadanie pod murami jakiegoś kościoła. Do Bełchatowa całą
drogę pada i wieje silny wiatr. Postój na stacji, ubranie
cieplejszych ciuchów i jedziemy dalej. Łask – Szadek – Warta
jest już sucho, a momentami przebija się słońce. Zjeżdżamy w
kierunku Kalisza, gdzie jemy obiad. Dalej już mocno bocznymi drogami
dojeżdżamy do Poznania, przy okazji gubiąc się prawie tuż na jego
granicach.
Przejechany dystans:
około 1800km, spalanie 3,6l/100km
Ze względu na pogodę
było to głównie połykanie kilometrów, a nie zwiedzanie. Każdy
postój kończył się naszym zagotowaniem w ciuchach motocyklowych i
oddaniem znacznej ilości wody z organizmu.
W Bieszczady będzie
trzeba wrócić, jednak w innym terminie niż lipiec-sierpień.






