27/04/2019





Przed nami wyzwanie. Jedziemy na wakacje motocyklami, przy czym Ania w
tym roku nie przejechała jeszcze nawet 100m. Leżąc rano jeszcze w łóżku
sprawdzamy prognozy dla Czech, Węgier, Rumuni, Ukrainy i Chorwacji,
Leje! Może Amsterdam? Leje! W ogóle prognozy dla Europy kiepskie. Zimno i
pada. A Wilno? O!!! ponad 20st.C, słońce! JEDZIEMY!
W naszych podróżach najważniejszy jest zawsze plan. Plan to jest
podstawa i bez niego ani rusz. No więc mamy plan – WYJECHAĆ. A co potem
to się zobaczy, No więc szybko zrewidowaliśmy nasz pierwotny plan
podróży przez Cieszyn, Komarno do Tihany, a dalej Timisoara, Oradea,
Sapanta i pojedziemy w prawie przeciwnym kierunku. Oczywiście nie mamy
żadnej mapy, przewodnika ani nawet wyznaczonych jakiś tras. Nie jesteśmy
też zanadto spakowani. Mam Garmina którego za bardzo nie miałem czasu
ogarnąć, mapy Europy z AM też nie udało mi się ściągnąć.
Najważniejsze że zrealizowaliśmy pierwszą część planu i już około 13
udało się wyruszyć. Termometr pokazuje temperaturę tej samej wartości. W
planie mieliśmy też nocleg na wiosce w okolicach Serocka, gdzie
rezyduje mój znajomy i taką drogę obraliśmy. Sam wyjazd z Poznania
zabiera nam prawie godzinę. W końcu wypadamy na drogę do Gniezna.
Niestety ruch jest dość spory i dopiero za Mogilnem trochę się
rozluźnia. Po jakimś czasie plan okazał się niewypałem i trzeba było go
zmienić. Robimy krótki postój w Kruszwicy, licząc że się czymś
rozgrzejemy. Temperatura nadal nie chce wzrosnąć w maksymalnie jest
13,5st.C. Wokół wieży Popiela piździ i nie ma jakiegoś sensownego
miejsca żeby usiąść. Stajemy dopiero we Włocławku gdzie rozgrzewamy się
rosołem i jemy obiad. Przy okazji ogarniamy też nocleg w Nidzicy bo
wiem, że dużo dalej nie jesteś my w stanie dojechać. Prognozy nadal nie
są łaskawe. O ile na Litwie słońce i ciepło o tyle na Mazurach i
Suwalszczyźnie ma lać i być zimno.
Ok. 20 dojeżdżamy przemarznięci do hoteliku na rynku Nidzicy.
Przebieramy się w cywilne ciuchy i idziemy na spacer żeby rozprostować
kości. Zamek w Nidzicy robi wrażenie, jest ładnie utrzymany. Niestety
poza zamkiem niewiele jest o oglądania. Wracamy do hotelu i robimy plan
na kolejny dzień.





28/04/2019
Po śniadaniu ruszamy w dalszą podróż. Nawet nie mówię Ani że jest tylko
11st.C. Pierwszy postój robimy w Ruciane Nida po ok. 1,5h podróży. Duża
gorąca mokka, szarlotka na ciepło i miejsce przy gazowym ogrzewaczu.



Temperatura nadal nie chce wzrosnąć choć prognozy mówią że jest
przynajmniej 2-3 stopnie cieplej. Po kolejnych 100km robimy znowu
postój. Tankowanie, gorący barszcz na rozgrzewkę i herbata. Czuć już że
coś się zmienia. Termometr pokazuje 14st.C.

Oczywiście na stacji żadnej mapy Litwy ani przewodnika nie ma. Ruszamy
więc w kierunku Wilna. Wbrew wcześniejszym prognozom udaje się jak dotąd
przejechać bez kropli deszczu. Przez chmury powoli zaczyna przedzierać
się błękit, a temperatura wyraźnie piąć w górę.
Na granicy jest już 20st., a kilkanaście km dalej jest już ponad 25. Na
parkingu przy drodze zrzucam bieliznę termiczną, uzupełniamy płyny i
lecimy na Troki.



Nawigacja ładnie wybiera drogę. Jest wąsko, pusto i bajeczne widoki. To
co nas zaskakuje to drewniane litewskie domki na wioskach malowane we
wszystkich kolorach tęczy. W zasadzie jeśli w wiosce jest coś brzydkiego
to jest to murowany budynek.
W
Trokach najpierw zaliczamy stację benzynową a potem jedziemy szukać
zamku z 2 połowy XXw. Położenie miejscowości jest przepiękne. Sama
wioska też urokliwa, a zamek na wyspie robi wrażenie. Zamek ma
oczywiście o wiele dłuższą historię, bo sięgającą XIV wieku, ale obecnie
to rekonstrukcja z I połowy lat 80-tych ubiegłego wieku. Spacer, lody,
fotki i ruszamy dalej żeby o 20 w Wilnie zalogować się w hotelu w
ostatniej chwili działania recepcji.






Cieszymy się ciepłem i robimy wieczorną rundę po starówce z kolacją
złożoną z lokalnych dań. Ja zamawiam cepeliny i kwaśne mleko, Ania
placki ziemniaczane z mięsem i do tego litewski kwas.
takiego to wytrzeszczu dostałem w Wilnie



29/04/2019
Dzisiaj nie jeździmy. Zwiedzamy Wilno, które podobno ma jedną z
największych w Europie starówek. Miasto jest przepiękne, urzeka
architekturą, klimatem. To takie miasto, do którego chce się wrócić.
Prawdziwie europejska stolica. Schludnie, czysto, bezpiecznie, wszystko
ładnie odremontowane. Zapuszczamy się w różne dziwne zaułki, bramy,
podwórza i nigdzie nie odczuwamy tego o czym śpiewał Maleńczuk o
Krakowie: „pachnie szczyną i historią w starych bramach”. Tu czuć tylko
historię, a wewnętrzne dziedzińce kamienic przypominają bardziej klimaty
śródziemnomorskie niż Rzeczy Pospolitej. Tak, chętnie tu wrócę.
Podobnie czułem jeszcze tylko w Zagrzebiu, który stał się prawie stałym
elementem podróży w tamte rejony. Zaliczamy prawie wszystkie ważniejsze
zabytki. Jest poniedziałek, więc też wiele jest zamkniętych. Najbardziej
żal mi chyba targowiska miejskiego, bo liczyłem trochę na klimat
podobny do tego z hali targowej w Walencji. Po godzinie 22, po przejściu
ok. 18km śródmiejskich trotuarów i kolacji lądujemy w pokoju nie
zapominając że najważniejszy jest plan.





















30/04/2019
Leniwie wylogowujemy się z
hotelu czekając aż temperatura podejdzie pod 15 kresek. Niebo bez
chmur, pełne słońce, można ruszać. Wilno to duże miasto więc nie obywa
się bez stresujących Ani e sytuacji z miejscowymi kierowcami. Kierujemy
się na Rygę ale po drodze chcemy zaliczyć geometryczny środek Europy.
Niestety droga okazuje się być w remoncie i wyrzuca nas na bardziej
podrzędną trasę którą i tak mieliśmy docelowo jechać. Litewskie
krajobrazy cały czas zachwycają. Robimy postoje w miłych okolicznościach
przyrody.
















Na jednym z nich dopada nas miejscowy
nastolatek na Yamasze 125, który pierwszy raz w życiu widzi w swojej
wiosce polskie tablice rejestracyjne. Nie mniej niż on nami, my jesteśmy
zaskoczeni jego znajomością angielskiego. Roboty drogowe wymuszają na
nas pokonanie kilku dłuższych szutrowych odcinków. Ania zestresowana ale
poszło nam w sumie naprawdę nieźle. Wkrótce wjeżdżamy na Łotwę i
krajobraz roi się trochę bardziej surowy. Już nie jest tak sielankowo,
wiejsko-czarodziejsko. Zaczynają się lasy, znikają kolorowe drewniane
domki. Wjazd do Rygi mamy słaby bo jest ok 16 i zaczęły się popołudniowe
korki. W końcu osiągamy nasz „hotel”, szybko zrzucamy ciuchy
motocyklowe i ruszamy w miasto. Pierwsze wrażenie takie sobie. Miała być
secesja, a tu bardziej renesans z postsocrealistycznymi tynkami. Jednak
im dłużej spacerujemy tym więcej perełek wynajdujemy. W końcu siadamy
na zasłużonej kolacji i wracamy do wynajętej nory.
01/05/2019
Jak tu uświęcić święto pracy? Najlepiej chyba podróżą. Jaki plan?
Liepaja i Kłajpeda. Fajnie by było polecieć z Rygi wybrzeżem, ale to
ponad 400km. Za dużo, tym bardziej że temperatury przy morzu nie są tak
atrakcyjne jak w głębi lądu. Już w Liepaji ma być 10st.C a w Kłajpedzie
ok. 3 stopnie więcej. No to skoro mamy już plan to jedziemy do… Kowna.
Najpierw jeszcze zahaczymy o łotewski kurort Jurmala, gdzie zatrzymamy
się na kilka zdjęć z widokiem na Bałtyk i śniadanie, ponieważ w "hotelu"
ktoś zjadł nasze. Im dalej od brzegu temperatura powietrza rośnie, by w
końcu ustabilizować się na poziomie 19st.C. Niespiesznie poruszamy się w
kierunku Kowna bocznymi drogami. Załapujemy się znowu na kilkanaście
kilometrów szutrostrad, co Anię przyprawia o zgrzytanie zębami. W końcu
około 19 docieramy do celu, znajdujemy fajne lokum na starówce i idziemy
zwiedzać. Jest fajnie, zaskakująco ciepło i znowu ładnie. Włóczymy się
urokliwymi uliczkami, zaglądamy do knajpek i w końcu siadamy na dobrej
kolacji. Trochę po 23 lądujemy w hotelowym pokoju, zastanawiając się co
dalej.
















Nad Niemnem
02/05/2019
Rano pada i wieje porywisty wiatr. Po wczorajszej dobrej pogodzie
pozostało tylko wspomnienie, na dworze jest około 10st.C. Ania
sparaliżowana jazdą w zimnie nie może wygrzebać się z pościeli. W końcu
ruszamy z planem podróży na południe. Podobno w okolicach Białegostoku
ma być +13st. a może nawet 14. Na razie temperatura 10,5 i ten stan
będzie nam towarzyszył praktycznie przez cały dzień. Momentami,
zwłaszcza podczas krótkotrwałych pryszniców spada do 8st. Gdzieś w polu
gubimy drogę i nadkładamy jadąc do Marijampola, Tu zatrzymujemy się na
dłużej próbując rozgrzać czymś ciepłym. Dalej jedziemy przez Ogrodniki
na Sejny i Augustów gdzie robimy kolejny przystanek na rozprostowanie
kości i rozgrzanie skostniałych palcy. Cały czas weryfikujemy prognozy,
które nie są łaskawe. W końcu decydujemy się na nocleg w znanym już
hoteliku w Nidzicy. Do przejechania mamy jeszcze 200km, na szczęście
zmieniliśmy strefę czasową co daje nam dodatkową godzinę zapasu i jest
szansa, że dotrzemy około 20. Po drodze kolejny postój w Piszu na obiad i
rozgrzewkę. Na szczęście w Augustowie udało mi się namówić Anię na
założenie przeciwdeszczowych kondomków. Ania ich nie cierpi ale potem
przyznaje że komfort cieplny znacznie się poprawił. Zgodnie z planem o
20 wjeżdżamy do Nidzicy. Dzień kończymy gorącą herbatą i grzanym winem
po całodniowej walce z zimnem, deszczem i silnym wiatrem.
03/05/2019
Odsypiamy wczorajszą drogę i na śniadanie trafiamy o 9,30. Jak się
okazuje pół godziny po czasie, ale są na tyle uprzejmi, że możemy w
spokoju zjeść. Wbrew prognozom nie pada, a nawet co rusz prześwituje
słońce. Pakujemy się na dalszą podróż, na dworze 8st.C i oczywiście
zaczyna padać jak tylko ruszamy. Po wczorajszym doświadczeniu z
kondomkami Ania już nie protestowała i deszcz był nam niegroźny.
Momentami temperatura spada do 5st.C, zwłaszcza podczas prysznica z
nieba. Przez Brodnicę i Toruń kierujemy się na Poznań. Okoliczności są
piękne, ale tak piździ że nawet nie ma się ochoty na robienie zdjęć.
Przed Toruniem zatrzymujemy się na rozgrzewkę w jakimś pałacyku
mieniącym się określeniem Romantyczny. Chwilę wcześniej Ania zalicza
jedynego paciaka w podróży. Na ciasnym zakręcie, przy prawie zerowej
prędkości koło wpada jej w dziurę i bum. Na szczęście kończy się tylko
urażonej dumie. Za Toruniem powoli zaczyna się podnosić temperatura.
Momentami wskazuje nawet 14st. więc jest nieźle. Wykonuje tez telefon do
serdecznego przyjaciela z dzieciństwa, który o tej porze roku rezyduje
niecałe 40km przed naszym domem w swoim domu letnim. Wpraszamy się z
wizytą zapowiadając przybycie za niewcześniej niż za 2h. Zdążyliśmy już
opuścić główne drogi i powoli kierujemy się do celu. W okolicach Gniezna
łapię kryzys i choć przed nami zostało niewiele kilometrów muszę
stanąć. W końcu witamy się ze znajomymi, których wprawiamy w ubaw swoimi
pomarańczowymi kondomkami. Pozwalamy się ugościć i toczymy rozmowy do
późnych godzin nocnych o podróżach bardziej dalekich i takich trochę
bliższych.

04/05/2019
Trudno nam w to uwierzyć, ale budzimy się dopiero chwilę przed 10 rano.
Nie pada, ale jest tylko 8st. Jemy śniadanie i do południa spędzamy
czas z przyjaciółmi. Oczywiście w momencie, gdy zaczynamy się zbierać
spada deszcz. Gdy ruszamy pada już regularnie, a temperatura zaczyna
spadać.
Zanim dojedziemy do
domu termometr pokaże już tylko 4st. Wreszcie po 45 minutach jazdy w
deszczu i pokonaniu miasta przekraczamy naszą bramę szczęśliwi, że
dojechaliśmy i że mieliśmy tak blisko do domu. Ania rozgrzewa się
gorącym prysznicem, ja przygotowuję herbatę i zaczynamy planować kolejny
wyjazd.

Sprawdzam dystans przejechany przez ten tydzień i wypada 2217km. Nieźle, biorąc pod uwagę że to była Ani pierwsza wycieczka motocyklowa w tym roku





















