
W końcówce lipca 2021 stałem się dość niespodziewanie użytkownikiem nowego motocykla YAMAHA TENERE 700. Niespodziewanie, bo nie miałem tego w planach.
Mój motocykl Triumph Tiger 800 XCX, którym miałem zamiar jeszcze pojeździć sezon 2021, a może i kolejny, wywinął mi numer, który spowodował że straciłem zaufanie do marki. Triumph dołączył do mojej ogólnej, niezbyt pochlebnej, opinii na temat brytyjskiej myśli technicznej w dziedzinie motoryzacji.
Summa summarum motocykl nie nadawał się do kolejnej podróży na Bałkany i konieczne było znalezienie czegoś innego, na szybko.
YAMAHA TENERE 700 okazała się jedyną dostępną od ręki opcją i choć początkowo miałem pewne wahania... bo jednak 10 lat jeżdżenia BMW a potem kolejne 1,5roku Triumphem trochę wysoko stawia poprzeczkę w dziedzinie wymagań, to nie żałuję żadnego przejechanego nią kilometra.
Po pierwsze, to co początkowo wydawało się dla mnie wadą, szybko okazało się zaletą. Motocykl pozbawiony jest całej masy elektronicznych pierdół, typu mapy zapłonu, kontrole trakcji, pierdyliard opcji wymagających przekopywania się przez instrukcję. Jest tylko ABS i przycisk do jego wyłączenia.
Po drugie motocykl jest jak na tą klasę lekki! Wprawdzie waży wciąż więcej niż stare BMW F650GS Dakar, to jego 204kg jest wciąż dużo mniej niż obecne F800/850GS, nie mówiąc już o Tigerze czy Afryce Twin, które ważą dobre 30kg więcej.
Po trzecie ma bardzo lekki przód, dzięki czemu, mimo jazdy wciąż na dualowych oponach Pirelli Scorpion Rally STR, wjeżdżam nim w miejsca, gdzie nie zapuszczałem się żadnym innym motocyklem. Przez ostatni rok poznałem tyle nowych "dróg" w mojej najbliższej okolicy, ile nie miałem okazji przez całą moją motocyklową karierę. Asfalt stał się wręcz nudny. A kopny piach, mimo że wciąż wywołuje u mnie duże wątpliwości, to nie jest niemożliwy do przejechania.
Znajomy skomentował, że T7 to takie BMW Dakar 20 lat później. I sporo w tym racji, tylko kanapa mniej wygodna, lepszy silnik, pełna regulacja zawiechy, z której i tak nie skorzystam.
TENERE 700 najbardziej zaskoczyła mnie na początku właśnie tym, że czuje się na nim jak na małym GS (nieważne czy singiel czy twin).
Motocykl w czystej formie.
Jedyne czego mi w nim brakuje to przewodów hamulcowych w oplocie, no fajnym gadżetem byłby wyświetlacz TFT + tempomat, który przy długich przelotach jest bardzo fajnym bajerem.
Jeździ mi się nim na tyle dobrze że przez 15 miesięcy nakulałem nim ok. 23tys. km :-)