niedziela, 7 lipca 2013

Na zachodzie bez zmian

Kolejna motowycieczka, jak w większości przypadków, była spontaniczna.
Wsiadamy i jedziemy na kawę... gdzie? czas, a właściwie droga pokaże. Znałem tylko kierunek, miałem zarys punktu docelowego, ale bez wielkiego ciśnienia, by tam dotrzeć. I w sumie nie dojechaliśmy do Świebodzineiro, niemniej wyjazd był udany.
Ruszyliśmy na zachód, jak zawsze bocznymi drogami by dotrzeć do... Władysławowa.


Wąskie nitki asfaltowe zamieniły się na bruki, szutry i piachy, by w efekcie doprowadzić nas do Nowego Tomyśla, gdzie zatrzymaliśmy się na zrobienie kilku fotek.




Dalej ruszyliśmy w kierunku Zbąszynia... zaczęła się dla mnie znowu podróż sentymentalna. W czasie drogi opowiadałem Ani moje wspomnienia z miejscami, które mijaliśmy.
W Zbąszyniu mieliśmy mocne postanowienie wypicia kawy i zrobienia przerwy... ale nie wyszło





Następnie polecieliśmy w kierunku Trzciela, w którym od 20 lat nic się nie zmieniło... w zasadzie tytuł posta to inspiracja tym smutnym miasteczkiem.



W Trzcielu skręciłem w leśną drogę wzdłuż starej linii kolejowej, którą dwie dekady temu pokonywałem z kolegami wielokrotnie pieszo, by dotrzeć do zapomnianej leśniczówki, która wówczas nas gościła darami lasu i zapasami z monopolowego ;-)





Dalej, znów lasem do Miedzichowa, by dotrzeć do starej trasy Berlin - Poznań.

Po minięciu rozjazdu na NT polecieliśmy w kierunku Pniew, by w Lwówku odbić w boczne drogi na Opalenicę i po kilkugodzinnej podróży wrócić na kawę do domu.