poniedziałek, 7 września 2020

202007 Drang nach Westen

10/07/2020

Skończyłem pracę, zostałem sam w domu i zacząłem dumać co by tu wykminić żeby oderwać się trochę od rzeczywistości. Jak zostanę w domu, to zaraz znajdę sobie pierdyliard rzeczy do zrobienia. Oderwie mnie to od rzeczywistości, ale może niekoniecznie w takim kierunku jakbym chciał. Kurde, a może wsiądę na motocykl i pojadę sobie gdzieś? Hmmm… zacząłem szukać kierunku podróży i powoli pakować mandżur. Zrobiła się 20… trochę późno… to może na zachód? Tam musi być jakaś cywilizacja! W końcu wsiadłem na motocykl i ruszyłem w kierunku Kostrzyna nad Odrą. Pod Tarnowem Podgórnym uświadomiłem sobie że w niedzielę druga tura wyborów, a moja karta do głosowania "gdzie bądź" została na stole. No to nawrotka i z powrotem do domu. Teraz już nie było opcji, gnam najkrótszą i najszybszą drogą do Kostrzyna. Wszystko pięknie, ale w okolicach Skwierzyny zapala mi się rezerwa, a ja przypadkiem wyleciałem na obwodnicę i po sprawdzeniu mapy najbliższa stacja przede mną była za kilkadziesiąt km. No to już druga nawrotka dzisiaj. Powrót do Skwierzyny tankowanie i dalej dzida przez las. Dobrze że zwierzyna się wciąż mnie nie ima. Dojechałem do Kostrzyna przed 23 i zalogowałem się w domu turysty. Potem spacerek żeby rozejrzeć się po mieście, wypić ciepłą herbatę u M(efisto). Ania zaczęła coś podejrzewać, że urwałem się z domu… ;-) 



11/07/2020

Co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem, w obcym mieście? 


Pakuję się znowu na motocykl, w Lidlu kupuję sobie coś na śniadanie i płyny na dalszą podróż i ruszam w kierunku polskich Pompeji. Nie ma upału, ale słońce pięknie świeci, stary bruk uliczek połyskuje, a ruiny miasta z widocznymi oknami do niezasypanych piwnic, kilkoma stopniami do drzwi wejściowych kamienic robią na mnie piorunujące wrażenie. Niesamowite miejsce przypominające o grozie wojen, którą to grozę niestety wielu zapomniało, czy raczej już nie zdaje sobie sprawy. Wychowani na obrazkach z ekranów monitorów czy sal kinowych nie uświadamiamy sobie cierpienia jakie niesie wojna. Takie miejsce jak stary Kostrzyn uświadamia dość dobitnie, że wojna to nie zabawa w wojsko, czy strzelanka na konsoli. Niestety historia uczy jedynie tego, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Spaceruję uliczkami ze ściśniętym gardłem, wdrapuję się na mury i promenadę Kattego, podziwiam widok na dolinę Odry. W końcu siadam w rzecznym porcie żeby zjeść śniadanie „na trawie”. Jest pięknie. 












W końcu opuszczam to poruszające miejsce i ruszam na północ wzdłuż rzeki. Czasem zjeżdżam nad sam brzeg, czasem zaczyna brakować asfaltu, czasem muszę zawrócić w lesie, ale kilkukrotnie dojeżdżam do słupa granicznego na brzegu Odry. 


















Cały czas prę na północ. Osiągam najdalej na zachód wysunięty punkt Polski i niestety tu już powoli trzeba odbijać w kierunku wschodnim. 


Przez Piaski i Widuchową osiągam Gryfino i dobijam do Szczecina, gdzie robię postój na tankowanie. Dalej unikam głównych dróg i wpierdzielam się na jakieś ścieżki przez pola które są przeznaczone wyłącznie dla maszyn rolniczych. Jeśli tu mi się coś stanie, to marne szanse. Droga wyłożona betonowymi płytami, z których każda sterczy w innym kierunku. Rozjeżdżone to wszystko ciężkim  sprzętem o dużej średnicy kół. Na szczęście udaje się przebrnąć przez to łąkowe rumowisko, po drodze strasząc stado krów. 













Osiągam Wolin i tam już prostą drogą jadę do Ani, która zawiozła mamę na wakacje. 

12/07/2020

Niedzielę spędzam z Anią a po południu ruszam w drogę powrotną do domu. Po drodze w Drawsku Pomorskim oddaję ważny głos w wyborach prezydenckich, tankuję motocykl i siebie i dalej dzida w drogę, wydeptanymi od dawna ścieżkami.