Wtorek, 14/08/2012
Środa, 15/08/2012
Budzimy się koło 9, krótkie sprawdzenie trasy i długie śniadanie, jajecznica ala'miuosh
Wyruszamy dopiero około 11.30. Trasa wiedzie przez Wyszków do Małkini,
gdzie się gubimy. Zataczamy pętlę koszmarną drogą przez Treblinkę i
Kosów Lacki. Gdy znowu jesteśmy na planowej trasie zaczyna padać. W
Bielsku Podlaskim postój obok pięknego sklepu Znachora, chwila przerwy
na coś ciepłego i decyzja o skróceniu cierpień w deszczu.
Na wszelki ,
rezerwujemy nocleg w Kruszynianach. Dalej jedziemy na Zabłudów,
Michałowo i Gródek. Słońce co chwilę miesza się z deszczem. Mijamy
urocze wioski przy drogach, sprzedających dynie, na słupach mnóstwo
bocianich gniazd i boćków, na horyzoncie skrzą się kopuły cerkwi.
W
końcu drogowskaz - Kruszyniany 10. Tu kończy się asfalt i zaczyna
szuter, a właściwie błoto. Po chwili moczy nas oberwanie chmury. W
dogorywającym deszczu i przy dźwiękach nadchodzącej burzy oglądamy jurty
i meczet. Wychodzi słońce, a nas gna do przodu. Augustów niecałe 100km,
damy radę. W pędzie wiatru suszą się ciuchy. W Krynkach zwiedzamy
kościół św. Anny z dzwonnicą na 3 dzwony - Jan, Anna i Teresa.
Odpuszczamy sobie Bohoniki ze
względu na przetaczającą się tam burzę.
Tak więc prosta droga do Sokółki. Tam wielka bazylika i spotykamy dużego
GS. Jadą z Gdańska, ponoć w Augustowie sucho
jest nadzieja, pojawia się piękna tęcza. Droga prosta miejscami po
horyzont (czy te drogi budowali tutaj od linijki?) i słońce chylące się
ku zachodowi. Po prawej jeziora, już te z Krainy Tysiąca Jezior. Przed
nami ostatnia prosta, zrobiliśmy 800 km od domu i jesteśmy w Augustowie.
Ze względu na aurę, rezygnujemy z pierwotnego planu zakładającego
nocleg pod namiotem.
Na wszelki ,
rezerwujemy nocleg w Kruszynianach. Dalej jedziemy na Zabłudów,
Michałowo i Gródek. Słońce co chwilę miesza się z deszczem. Mijamy
urocze wioski przy drogach, sprzedających dynie, na słupach mnóstwo
bocianich gniazd i boćków, na horyzoncie skrzą się kopuły cerkwi. Czwartek, 16/08/2012
Dzisiejszy dzień zaczął się dość wcześnie. W planach przede wszystkim
podróż stateczkiem poprzez śluzy Kanału Augustowskiego. Zaczynamy od
śniadania „na łonie natury” ciesząc się, że pogoda się trochę zmieniła, w
porównaniu z poprzednimi dniami. O 10,10 ruszamy statkiem Sajno w
podróż kanałami. Na szczęście byliśmy trochę wcześniej i mamy dobre
miejsce. Przy bulwarach urzekają płaczące wierzby przywodząc mi na myśl
tą tolkienowską ze Starego Lasu. Podróż mimo pięknych widoków
pozostawiła jednak pewien niedosyt. Może trzeba było zdecydować się na
kanał Elbląsko-Ostródzki. Po powrocie, wsiadamy na motocykl i błądzimy
na tyle w poszukiwaniu stacji, że zamiast w Sejnach lądujemy w
Suwałkach. Machnęliśmy na to ręką, zaplanowaną trasę zrobimy „od tyłu”. W
Wigrach wdrapujemy się na klasztorną wieżę, by popodziwiać panoramę.
Czas pomyśleć o obiedzie, ale tutejsza restauracja nas nie przekonuje.
Ruszamy dalej i Ania kieruje mnie do Czerwonego Folwarku, gdzie
znajdujemy popas. Średnie jedzenie rekompensują okoliczności przyrody.
Kolejny punkt programu to Sejny, gdzie zatrzymuje nas bazylika św Agaty z
figurą szafkową NMP z XVII w. Tu kosztujemy też specjałów kuchni
regionalnej, w poleconej przez Małgosię knajpce. Robi się późno, a my
mamy do zaliczenia jeszcze kościół w Mikaszówce. We Frąckach zjeżdżamy z
asfaltów i mkniemy szutrami na południe. Droga oznakowana kiepsko, więc
się gubimy i lądujemy nie w tej wiosce. Wreszcie, trafiamy w ostatniej
chwili, akurat ksiądz zamyka kościół. Ten przesympatyczny człowiek
zapala światła, a my zaniemówiliśmy z wrażenia. Takiego cudu się nie
spodziewaliśmy. Niestety zdjęcia, robione w przelocie idiotkamerą, nie
są w stanie oddać jego piękna. Mamy też okazję wysłuchać historii tego
miejsca związanej z papieżem i jakże poznańskimi kartoflami (pyrami).
Jest już ciemno, a ja wreszcie mam okazję ocenić skuteczność dodatkowego
oświetlenia w motocyklu. Po wyregulowaniu przed wyjazdem lampy i
montażu halogenów, dyskoteka świateł w ciemnym lesie sprawdza się. Przed
22 lądujemy w Augustowie na kawie i powoli kończymy naszą działalność.
Czas pomyśleć o obiedzie, ale tutejsza restauracja nas nie przekonuje.
Ruszamy dalej i Ania kieruje mnie do Czerwonego Folwarku, gdzie
znajdujemy popas. Średnie jedzenie rekompensują okoliczności przyrody.
Kolejny punkt programu to Sejny, gdzie zatrzymuje nas bazylika św Agaty z
figurą szafkową NMP z XVII w. Tu kosztujemy też specjałów kuchni
regionalnej, w poleconej przez Małgosię knajpce. Robi się późno, a my
mamy do zaliczenia jeszcze kościół w Mikaszówce. We Frąckach zjeżdżamy z
asfaltów i mkniemy szutrami na południe. Droga oznakowana kiepsko, więc
się gubimy i lądujemy nie w tej wiosce. Wreszcie, trafiamy w ostatniej
chwili, akurat ksiądz zamyka kościół. Ten przesympatyczny człowiek
zapala światła, a my zaniemówiliśmy z wrażenia. Takiego cudu się nie
spodziewaliśmy. Niestety zdjęcia, robione w przelocie idiotkamerą, nie
są w stanie oddać jego piękna. Mamy też okazję wysłuchać historii tego
miejsca związanej z papieżem i jakże poznańskimi kartoflami (pyrami).
Jest już ciemno, a ja wreszcie mam okazję ocenić skuteczność dodatkowego
oświetlenia w motocyklu. Po wyregulowaniu przed wyjazdem lampy i
montażu halogenów, dyskoteka świateł w ciemnym lesie sprawdza się. Przed
22 lądujemy w Augustowie na kawie i powoli kończymy naszą działalność.Piątek, 17/08/2012
Noc była ciężka, Anię dopadło coś co ja miałem odchorować. Sugeruję pozostanie w Augustowie dopóki nie wydobrzeje, ale nawet nie chce o tym słyszeć. Powoli zbieram nasze manele, pozostawiając Ani czas na dogorywanie w łóżku. Ruszamy dopiero przed 12, kierując się znowu na Sejny, a stamtąd, już mocno bocznymi drogami, wzdłuż granicy do Puńska. Coraz więcej nazw i opisów w języku litewskim. Przepiękne krajobrazy, spokój, droga i my. Z Puńska kierujemy się na Wiżajny, a stamtąd na Gołdap i Węgorzewo. Po drodze mijamy trójstyk granic, odwiedzamy wiadukty w Stańczykach i Kiepojciach. W Gołdapi podziwiamy panoramę z dawnej wieży ciśnień, gdzie mam okazję wreszcie napić się dobrej kawy. Trasa z Gołdapi do Bani Mazurskiej to walka o przetrwanie, z kierowcami, nawierzchnią i robotami drogowymi. Nie ma możliwości, by chłonąć widoki. Dopiero później robi się przyzwoicie i luźniej. Ok. 18 meldujemy się u Agawu, forumowej koleżanki, która zaoferowała nam gościnę. Przy herbacie przegadalibyśmy całą noc, ale trzeba było uzupełnić zapasy energii, więc jedziemy do miasteczka by rozkoszować się dobrym jedzeniem. Wracamy, Ania wykończona odpada momentalnie, a ja opracowuję plan na jutro, wg wskazówek Agnieszki.Sobota, 18/08/2012
Bogactwo zdobień, kunszt dawnych rzemieślników robią wrażenie.
Mijane krajobrazy zachwycają, zapach lasu i grzybów kręci w nosie. Zbliżając się do Fromborka, na polach coraz mniej wypasającego się bydła, zaczyna być coraz bardziej swojsko, znajomo, prusko(?). Frombork zdążył nas zachwycić jedynie kuchnią w przyportowej smażalni, gdzie napotykamy dwa GS z forumowymi emblematami. To PrzemekDab i GSDakar przyjechali na zwiad.

Niedziela, 19/08/2012
Ciepła noc zdecydowała, że robimy sobie dzień przerwy i zostajemy na
plaży.
Oboje jesteśmy stworzeniami wodnymi i bezkres wody to było to, na
co czekaliśmy podświadomie. Na leżenie plackiem w piachu będzie jeszcze
czas w innym życiu, więc długo nie wytrzymujemy i znowu ładujemy się na
motocykl. Żar leje się z nieba, ale mamy swoje sposoby. Na drogach
tłok, to koniec kolejnego turnusu. Lecimy do Piasków i potem z powrotem
do Elbląga. To miasto zaskoczyło nas. W zasadzie cały czas mam mieszane
uczucia. Proces odbudowy czy rewitalizacji wciąż trwa. Może powinien
poczekać na efekt końcowy? Dzień kończymy znowu w knajpce Dawida
opychając się kolejnymi delicjami. Jutro czeka nas daleka droga do domu,
a w oddali słychać przewalającą się burzę.
Poniedziałek, 20/08/2012
Duchota powalająca, ale niebo wciąż nie jest godne zaufania. Zwiedzamy siedzibę Ulricha, wypijamy beznadziejną kawę i ruszamy do Torunia przez Sztum, Kwidzyn i Grudziądz. Zabytki zaliczamy z pozycji jeźdźca (germański k!@$#a oprawca). W Grudziądzu pakujemy się w korki, ponieważ chcę Ani pokazać most przez Wisłę.
Za Chełmnem zaczyna porządnie wiać, objuczeni jedziemy z pewną dozą nieśmiałości. Wiatr targa nami po całej szerokości pasa, na drodze koleiny, a za nami TIR. Szczęśliwie dobijamy do Torunia, gdzie wykończeni upałem i warunkami robimy sobie popas. Zwiedzamy rynek i ruszamy dalej.
Z racji późnej godziny, decydujemy się na najkrótszą trasę przez Gniezno. Na niebie przed nami kłębią się chmury, które niczego dobrego nie wróżą. W Trzemesznie decyduję się zjechać na stację benzynową, żeby wpiąć znowu podpinkę przeciwdeszczową. Decyzja okazuje się nader słuszna, ponieważ chwilę później rozpoczyna się prawdziwe piekło, efektem którego są połamane drzewa i zalane drogi. Na wszelki wypadek stałem przy motocyklu, gdyby próbował pofrunąć z wiatrem. Tracimy godzinę czasu. Wiatr w końcu zelżał, więc ruszamy. Jest już ciemno, pada deszcz, a polskie drogi słabo oznakowane. Zdecydowanie nie lubię jeździć po ciemku, a motocyklem tym bardziej. Po raz drugi mam okazję docenić fakt zamontowania halogenów tuż przed podróżą. Przed nami niesamowite widowisko, kanonada błyskawic, które biją gdzieś nad Poznaniem. Za nami podobnie. Dopóki nie jedzie nic z naprzeciwka jest ok. Na drodze pełno liści i gałęzi, których nie widać. Na jedną, sporą najeżdżam, ale na szczęście udaje mi się utrzymać motocykl. Spore obciążenie tyłu nie poprawia trakcji. Miałem już okazję doświadczyć shimmy na suchym i boję się, co może się stać, gdy tylko przednie koło napotka kolejną przeszkodę.
Na szczęście do domu docieramy bez niemiłych przygód. Jesteśmy wykończeni, poczułem to dopiero, gdy wjechałem w naszą uliczkę i do domu miałem już tylko 300m. Jest 21,10, pozostaje tylko wypakować kufry, przykryć motocykl i iść spać, by następnego dnia mieć dość sił by zmierzyć się z szarą, niezbyt zachęcającą rzeczywistością.
Szczególne podziękowania dla:
Agawu – za zaproszenie, towarzystwo i nocleg w tak niesamowitych
okolicznościach przyrody, że do dziś na samo wspomnienie „kopara opada” i
chce się tam wracać
PrzemekDab, GSDakar – za przypadkowe spotkanie, towarzystwo, wieczorne pogaduchy i eskortę, gdy padła nam żarówka
Dawida – za pyszną kuchnię, towarzystwo, wieczorne pogaduchy, sprawne przeprowadzenie bocznymi drogami, wskazówki i poratowanie mamoną
TomaszaI, MyGosi, rPiotrka, MTBikera i wszystkim pozostałym - za sugestie odnośnie drogi, miejsc i potraw
PrzemekDab, GSDakar – za przypadkowe spotkanie, towarzystwo, wieczorne pogaduchy i eskortę, gdy padła nam żarówka
Dawida – za pyszną kuchnię, towarzystwo, wieczorne pogaduchy, sprawne przeprowadzenie bocznymi drogami, wskazówki i poratowanie mamoną
TomaszaI, MyGosi, rPiotrka, MTBikera i wszystkim pozostałym - za sugestie odnośnie drogi, miejsc i potraw