sobota, 17 czerwca 2023

202306 w stronę słońca, czyli jak pojechaliśmy do Saksonii

W czerwcu... pojechaliśmy do Saksonii... znaczy mieliśmy jechać... ale jak to z nami bywa, pomyliliśmy kierunki... bo było już późno... a chcieliśmy jechać w stronę słońca... no to pojechaliśmy w stronę słońca, późnym czerwcowym popołudniem... i znowu dojechaliśmy nad morze...

18380002.JPG

19090004.JPG

19250006.JPG

20160012.JPG

20560021.JPG

20370018.JPG

22100026.JPG

Dojechaliśmy koło 23, więc było jeszcze jasno, zimno i wszystko było już pozamykane

530523e4b87a9fb4e870a25b9cfff0bf.jpg

Następnego dnia, czyli w poniedziałek, trochę jeszcze poogarnialiśmy bieżące sprawy i ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża na zachód... ale najpierw obowiązkowe śniadanie o 13,30

cf8abd602c4c7e1b86a309cd794cd994.jpg 

Potem przerwa na lody w Międzyzdrojach... nota bene miejsce już dawno straciło swój urok... oraz obiad w Świnoujściu po naszej pierwszej przeprawie promem.








Ponieważ głodni nie byliśmy, zapas wody był, to się toczyliśmy wzdłuż bałtyckiego wybrzeża od Ahlbeck do Greifswald i dalej w kierunku Stralsund, gdzie roboty drogowe wywaliły nas na jakieś mocno podrzędne drogi momentami przeznaczone chyba tylko dla maszyn rolniczych. W końcu, wieczorem, znowu koło 23 wylądowaliśmy w uroczym miasteczku Wismar, gdzie w rozsądnych pieniądzach udało nam się zarezerwować nocleg.











22fcfd56a9ab63f8fd9e6d7646a641b3.jpg

Miasteczko Wismar jest naprawde ładne, po zrzuceniu rynsztunku i wbiciu w cywilny ciuch ruszyliśmy na zwiedzanie. Oczywiście, w poniedziałek, o godzinie 23 to nie należy się spodziewać, że coś będzie czynne. Niemniej warto było powłóczyć się uliczkami starego miasta, gdzie stały rzędy małych kamieniczek, przyozdobione przy wejściach pnączami róż.

Spotkaliśmy tam tęż syrenę... a może raczej syrena... bo to chyba płci męskiej było... w sumie parka była na rynku... a syreny jak wiadomo najbardziej bezsensowne stworzenia, bo ani to bzyknąć ani usmażyć.





Mieliśmy mocne postanowienie, że rano po wylogowaniu się z noclegu podjedziemy na rynek zjeść w ładnych okolicznościach śniadanie i porobić kilka fotek za dnia.

Niestety los nie okazał się dla nas łaskawy i miał wobec nas inne plany.

Rano we wtorek, niespiesznie się zwlekliśmy z łóżka mając w perspektywie deutsche Frühstück auf dem Alten Markt. Punkt godzina 10 opuściliśmy apartament, zapakowaliśmy na motocykle i ruszyliśmy powoli brukami w kierunku rynku. W pewnym momencie zadałem Ani pytanie... "czy ja mam z w tylnym kole powietrze?"

Na co usłyszałem niezbyt pocieszającą odpowiedź: "no chyba nie bardzo"

No to zsiadłem z motocykla sprawdziłem trasę do najbliższej Tankstelle i potoczyliśmy się w jej kierunku.

Dopompowałem powietrze, wrzuciłem na centralkę, zakręciłem kołem... i zobaczyłem tylko łeb gwóździa... słabo...




Ale przecież od iluś lat opłacam ADAC no to sprawdzimy jak to działa... może lepiej niż pomoc PZ Mot, który w analogicznej sytuacji spytał mnie czy mam koło zapasowe 😕

Zamówiłem pomoc, zgłosiłem panę i czekamy.

Przyjeżdża laweta, a facet mi mówi... "przecież 100m stąd jest warsztat Yamahy" coś tam pokazuje, ale żadne z nas nie widzi warsztatu Yamahy, ale może dlatego, że wypatrywaliśmy jakiegoś logo z kamertonami.

Przy okazji dowiadujemy się, że w przypadku motocykli pomoc ADAC polega tylko na Abschleppdienst do wskazanego warsztatu. Ale przecież my tu żadnego warsztatu nie znamy! W końcu dopompowujemy oponę i facet jedzie ze mną do tego najbliższego warsztatu, 100m dalej, na zasadzie asekuracji.

Chłopak z warsztatu trochę dziwny, jedno oko szklane, no ale... u Niemców różnie to bywa, na szczęście nie przejawia jakiś wrogich zamiarów wobec sąsiadów zza wschodniej granicy. Na moje szczęście mam zapasową dętkę, bo oni nie mają i nie naprawiają... mogą wymienić, ale to potrwa ze 2h bo mają parę maszyn, które czeka na serwis w kolejce... Scheiße! Na szczęście po niecałej 0,5h ulitowali się i wzięli Tenerkę na podnośnik zdemontowali koło i... pada nieoczekiwane pytanie...

- daleko jedziecie?

- no w sumie, to chyba do Kopenhagi

- a masz klocki hamulcowe?

- eeeee.... nie... tego qrna nie sprawdziłem...  (głupi... płyn hamulcowy dolałem, a klocków nie sprawdziłem)

- no my też nie mamy, a Twoje się skończyły. Najbliższy sklep z częściami to chyba w Lübece jest.

- Scheiße!!!


Chłopak był na szczęście dość kumaty, co np. Aleksandra mocno zaskoczyło, który Niemców uważa za trzeci świat (co w dużej części mogę potwierdzić, zwłaszcza w dziedzinie technologii). W każdym razie zdemontował klocki z BMW, które stało na podnośniku obok, porównał z moimi, okazały się takie same, z tą różnicą, że miały jeszcze dużo mięsa. Dogadaliśmy się, że zamontuje mi te z beemki, a ja zapłacę za nowe dla dawcy. W końcu motocykl stanął na własnych kołach. No i miłe zaskoczenie, bo nie kosztowało to wszystko więcej niż musiałbym zapłacić w Polsce.

Możemy jechać...

  587d98b26cd5bd21706439be646737de.jpg

 

No dobrze... ale znowu jest południe... my znowu bez śniadania... a na głodnego niezbyt dobrze jechać...

Wróciliśmy w okolice starego portu, znaleźliśmy w końcu jakąś knajpkę i mogliśmy posileni ruszyć dalej.


Znów pojechaliśmy wybrzeżem w kierunku półwyspu Priwall, gdzie zaliczyliśmy nasz drugi prom.  



Ponieważ nasz pierwotny plan ruszenia skoro świt czyli... być w trasie jeszcze przed południem spalił na panewce, w gruzach legł też plan dojechania do Danii od strony Flensburga i dalej mostem Storebæltsbroen łączącym wyspy Fiona i Zeeland. To byłoby 550kmdo Kopenhagi i czasu na to by nie starczyło, przy naszym tempie włóczenia się.

Plany trzeba było zrewidować, a że nie lubimy się wracać to obraliśmy kierunek Puttgarden. Dawało to dystans do Kopenhagi w czasie realnym do przebycia, uwzględniając przeprawę promową. No ale też wciąż nie byliśmy pewni na ile uda nam się tam dojechać, bo też lekkie zniechęcenie nas dopadło poranną przygodą i czasową obsuwą. Dodatkowo poznikały najtańsze opcje kwaterunkowe, a łóżko w dormitorium... no chyba już nie dla nas.

No i tak tłukliśmy się bocznymi drogami na tyle na ile się dało wzdłuż morza, aż... objawiło nam się to co sygalizował google... gigantyczny korek przed wjazdem na wyspę Fehmarn, skąd odpływał prom do Danii. Korek miał ok. 10km, a powodem był remont 50m odcinka jezdni na moście i ruchem wahadłowym.

Sposobem południowców, olaliśmy stanie w korku i pognaliśmy do przodu, żeby ustawić się na pool position, a właściwie sprawdzić przyczynę tej Stau-y, licząc, że nie będzie potrzeby dyskusji z deutsche Polizei.

Chwilę po tym jak podjechaliśmy pod światła, zmieniły się na zielone i mogliśmy przejechać most, za którym korek był podobnej długości, ale w przeciwnym kierunku. To rozwiało nasze wątpliwości co do tego, czy pchać się do Danii, czy zostać w Niemczech i rozpocząć powolny odwrót do Heimatu.

Na bramkach portu zakupiliśmy bilety, konkretnie przepłacając w stosunku do cen internetowych i za chwilę zaokrętowano nas na prawie pusty prom.








19510008.JPG  

19520009.JPG  

19590010.JPG  

20000012.JPG  

20020013.JPG  

20030015.JPG  

20040016.JPG  

20040018.JPG  

20050019.JPG  

20060021.JPG  

20230022.JPG

Drogi w Danii są rajem dla... mistrzów prostej... nawet Ania, która nie cierpi rond, stwierdziła, że ronda w tym kraju to jedyna rozrywka w trasie.

Oczywiście nie pojechaliśmy najszybszą trasą tylko znowu bocznymi drogami i dojechaliśmy ok. 22 do stolicy, gdzie czekał na nas Aleksander ze swoją rodziną. Szczęśliwie dla nas, wynajął on na tyle duże mieszkanie, że te dwie noce nie sprawiły im kłopotu żeby nas przewaletować (przynajmniej taka jest jego oficjalna wersja).

be6b78e1e0e6a1e857075471661d1dbf.jpg

Środa została poświęcona na zwiedzanie Kopenhagi.

Na początku zrobiło mi się trochę nerwowo, bo okazało się że motocykle płacą za postój tyle samo co samochody... słabo, biorąc pod uwagę tutejsze ceny. Na szczęście Frederiksberg, który był tuż za mostem okazał się osobną gminą, gdzie już od motocykli opłat nie pobierano  😀 Mam tylko nadzieję że nie przyjdzie do domu żaden mandat za parkowanie naszych motocykli.

3b676e5b768bc52ce8e0fee24daeb456.jpg

650a2f75686b773f3c8cd4d0eb26eef2.jpg


57a033cedb7040235da84fb9d59e2fda.jpg

c7b5cadaca5c350d9918af2ff026a97f.jpg

d99712460fef3ef911f24b7b45b28e70.jpg

201f0b3b7f5e7413e155a95f306eaa47.jpg

022b1acef9411e2acff53f51ae8c99e7.jpg

6a7a51718650b4e1f339d4dc6a5a6d62.jpg

6aaa291d411eaf81ea62a64a13d84a31.jpg

2072f022712c0dc5805a8e1e86b7c969.jpg

f4e7e6b930be677f50471da951ae7692.jpg

Olek koniecznie chciał nas zabrać do Christiani ale... szczerze mówiąc... 20 lat temu może by to robiło jakieś wrażenie, podniecałbym się... żle to może zabrzmi, ale już za stary jestem na te klimaty i unoszący się zapach "oregano" mało mnie kręci.

d8efc898d5424e96b458888743558318.jpg

b679edca8f7ac48eda6e9ca3fcc01362.jpg

fe2aa33084575f6c42665cf20601bd86.jpg

4979c05360d7f9a908160a6bd1cb54fc.jpg

2ee943a7ba27b9150104f53dc10b34cb.jpg

2a2c0d6485530e2f31c6a921ebdc9aa7.jpg

009c4116df57728344edffa599d8b38a.jpg

eb9a604a8472bd6a76fe014125eabdf6.jpg

c40eb9b132d1225638a3ade0c66f4e3f.jpg


78c0a86dcdae20b2c085bcaad1f81c20.jpg

4834b626281c041ca89374cbb4f1f65f.jpg

c6b9ee52f5a6efc72d22b95a49e17629.jpg

3d351e52536d9c9e38bb74ddd6d6a6d0.jpg

9c2f5db87ba89d5bcea9ee27085d6579.jpg

a0d739deb9e68cba4fe296bcd2d6eefb.jpg

Jak Ania sprawdziła na swoim telefonie ile km tego dnia zrobiliśmy piechotą to wyszło nam 21km.

Bogatsi o doświadczenie dnia poprzedniego tym razem postanowiliśmy zarezerwować online prom z Gedser do Rostocku. I całe szczęście, bo bilety okazały się tańsze niż krótsza podróż do Rødby kupowana w porcie.

W czwartek, który w Polsce jest świętem, po wspólnym śniadaniu pożegnaliśmy się i już w południe ruszyliśmy na prom. Przed nami 3h monotonnej podróży przez Danię.

4805bd47e509e060df12deea9b2c1b34.jpg

12280001.JPG  

12480002.JPG  

13370004.JPG  

13550008.JPG  

14150012.JPG  

14160014.JPG  

14540016.JPG  

e23f5bee5294c119b3f685692ce43004.jpg

9dcb1a25417aef5e272182db3cc3356b.jpg

52d9e1c61b662c7531deef3d56efa27c.jpg

00334a69b6935e84385736384d69d4c5.jpg

4bf6c45b106b75c145db6d5d373e52d2.jpg

32d8ca21d542c7771b152e5bf6237c59.jpg,

86ae92e6db9757bc7205105540e6c80b.jpg

9754e08c94748c8ba7edd016eda95d37.jpg

974f213a49e794883dd440a5fc886e89.jpg

Po zjechaniu z promu uciekliśmy znowu na boczne ścieżki i zaczęliśmy powrót w kierunku Świnoujścia, gdzie po raz piąty w tej podróży skorzystaliśmy z przeprawy promowej.

18260017.JPG  

18540020.JPG  

19030021.JPG  

19120023.JPG  

19150025.JPG  

19180026.JPG  

19560029.JPG  

19560031.JPG  

20100032.JPG  

20270034.JPG  

20290035.JPG  

20300036.JPG  

20310037.JPG  

21020038.JPG

1b3b5e387b70c563337fa98e4b2a4360.jpg

Znowu o 23 dotarliśmy, marznąc, do naszej nadmorskiej miejscówki, ubolewając, że po drodze nie udało się zjeść żadnych lodów.


W piątek, 9 czerwca, musieliśmy niestety wracać do domu. Pierwotnie prognozy mówiły że uda nam się skorzystać ze słońca i plaży, a wrócimy sobie wieczorem. Niestety pogoda kapryśną jest i okazało się że będzie max 19°C, trochę słońca i silny wiatr. Nie ucieszyło nas to zanadto i stwierdziliśmy, że już 15 zawijamy się  w cieplejsze rejony kraju.

















Nie udało nam się tylko załapać na ostatni prom na Noteci