W tegoroczną majówkę wybraliśmy się na Warmię... gdzie czekał na nas domek... ale jaki!!!!
Domek był naszym prezentem urodzinowym jeszcze z ubiegłego roku kiedy to... fetowaliśmy nasze 100 lat i cichaczem, przy okazji, zalegalizowaliśmy nasz wieloletni związek :-)
https://modryganek.blog/portfolio/treehouse/
Będąc w tamtych okolicach zależało mi, żeby wykorzystać okazję i przejechać się statkiem...
Kanał Ostródzko-Elbląski to jedyne na świecie wciąż działające miejsce. Drugie takie było ponoć u naszego wielkiego sojusznika za wielką kałużą,
ale... tam zachowały się jedynie marne resztki dalej popadające w ruinę. Przynajmniej tak nam powiedzieli na wycieczce..
"czego to ludzie nie wymyślą"... jak mawiał pewien klecha w polskim filmie...
Szukaliśmy też świętego Graala, a raczej mieczy które Ulrich nagie (sic!) przed bitwą otrzymał, a która rozegrała się w roku stanowiącym recepturę dla szeroko rozpowszechnionego w okolicy (i nie tylko) bimbrownictwa.
W końcu coś znaleźliśmy u kogoś w ogródku.... chyba się bali że złomiarze zajumają...
Pokręciliśmy się też trochę po tamtejszej okolicy...np. weszliśmy na jakąś wieżę... cholera wie po co, bo widok powalający nie był... była na szczęście winda
Odwiedziliśmy miejsce gdzie lubią dmuchać... Ania fascynatka wszystkiego co ze szkłem związane była wniebowzięta
Obowiązkowo jedliśmy lody mimo, że było zimno...
a potem... zamiast wrócić do domu.... pojechaliśmy nad morze... po drodze mijając łosia truchtającego wzdłuż warmińskiej drogi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz