niedziela, 18 września 2022

2022 Bałkany - bo ja jestem proszę pana na zakręcie

 

Bałkany 2022

 


Dzień 1-2 (6-7 sierpnia2022)

Koło 10 rano ruszamy na pierwszą część naszej podróży czyli koncerty na Śląsku, na które czekamy od ponad roku.



W miarę sprawnie dojeżdżamy do naszego „hotelu”, podjeżdżamy jeszcze do sklepu kupić worek wodoodporny, którego Marcin zapomniał zabrać z domu. Podobnie jak dodatkowych siatek mocujących, powertape i zapasowych kompletów kluczyków. Na szczeście te ostatnie nie przydały się w podróży. Parkując motocykl Marcin zalicza paciaka, zahaczając o moje koło.

Sobota - Katowice Off Festiwal - Iggy Pop – ikona muzyki niezależnej mimo swoich 75 lat, problemów z poruszaniem się i wyglądu jak mistrz Yoda z Gwiezdnych Wojen dał bardzo energetyczny koncert, a Marcin jest szczęśliwy że miał okazję usłyszeć Iggiego na żywo, o czym marzył od kilku lat :-)





Niedzielę przeznaczamy na zwiedzanie Katowic. 



Korzystamy z miejskich rowerów i wybieramy się na klimatyczny Nikiszowiec. 







Wieczorem jedziemy do Gliwic na koncert Nicka Cave – pełne zaskoczenie. Koncert równie rockowy jak dzień wcześniej, świetny kontakt z publicznością. Nie takie mieliśmy wyobrażenie o wykonawcy mrocznych ballad o mordercach i ciemnych zakamarkach ludzkiej duszy.

 

Fota dla Padre

Dzień 3 (8 sierpnia)

Ruszamy z Katowic na południe, dziś przelot jak najdalej i droga się trochę dłuży. Wyjazd ze Śląska jest tłoczny i dużo świateł. Potem Słowacja i nie jest lepiej, roboty drogowe i duże natężenie ruchu. Dopiero za Banska Bystrica robi się luźniej. Wsie biedne, zaniedbane. Wjeżdżamy na Węgry w okolicach Szécsény, gdzie za chwilę z nóg zwala widok na wielką równinę po kilkuset km drogi górami. Robi się równo i prosto. Nuda, ale już wiemy, że do Timishoara nie dojedziemy. Więc decyzja przy obiedzie w Szolnok, że nocleg zrobimy w Szeged nad Cisą. Docieramy około 22:00 szybka zmiana ciuchów i zwiedzamy miasto nocą jak zawsze ;) Miasto ładne i o dziwo żyje. Ludzie na placach siedzą w knajpkach jest ciepło i przyjemnie. Około 0:30 lądujemy w łóżku zastanawiając się czy gigantyczny żyrandol zawieszony jakieś 4m nad nami nie spadnie.

 




Szolnok
Szolnok
Segedyn
Segedyn

Zrobiliśmy 586km

 

Dzień 4 (9 sierpnia)

 

Po sytym śniadaniu u Mozarta ruszany do Timishoara. Drogi puste, ale za to pełne niespodzianek w nawierzchni ;)

 

Timisoara - Piața Unirii

Najpierw pada lekki deszczyk, ale jest ciepło. 120km docieramy niby po 1,5h jazdy, ale jak się okazało przegapiliśmy zmianę strefy czasowej i 1h nam uciekła dodatkowo.

 



Piața Libertății
Piața Libertății - Statuia Sfintei Maria
Piața Victoriei
Sobór Trzech Świętych Hierarchów w Timișoarze
Catedrala Mitropolitană Ortodoxă


Timishoara, jak Oradea 5 lat temu, zachwyca cukierkowymi kamienicami, architekturą i klimatem. Lody są pyszne i ludzie otwarci. Po pogawędce z panią w lodziarni stwierdzam, że Rumuni są bardzo podobni do nas. Ale czas jechać dalej, bo Dunaj czeka. Rezygnujemy z promu w Banatska Palanka do Serbii, bo nie zdążymy dojechać  żeby o sensownej godzinie się przeprawić. Zabrakło nam tej 1h.  Droga się wije to równinami z widokiem na góry, to za chwilę zaskakuje serpentynami. Docieramy do Dunaju drogą 57 i widoki zapierają dech. Jest malowniczo, wreszcie słonecznie. Patrząc na twierdze Golubac z drugiej strony nie żałujemy, wiemy że jesteśmy po dobrej stronie mocy :) Droga nad samym brzegiem jest tylko dla nas, ruch zerowy. Kolejny punkt to Decebal, który wyrasta zza zakrętu rzeki. Wokół takie trochę „krupówki”, a tu późno i najwyższy czas na obiad. Jedziemy brzegiem, mijamy różne pensiunea, villa ale nic do jedzenia. I jest! Marcin zauważa restaurację nad brzegiem rzeki. Jemy pyszna rybę i dogadujemy się na nocleg. Jest pięknie, błogo, czerwone pyszne wino odgłosy rzeki i zapach lata dają odczuć, że wakacje są w pełni.
widok na Dunaj


Twierdza Golubac - to tu zginął Zawisza Czarny


żeby nie było że nas tam nie było




pomnik Decebala - ostatniego króla Daków






Zrobiliśmy raptem 365km.

 

Dzień 5 (10 sierpnia)

 




Zdrowy sen, świetnie nam się tu spało, 9h :) wyspani jemy śniadanko z widokiem na Dunaj i już o 10:15 ruszamy w drogę, na granicę z Serbią na tamie Żelazne Wrota. 



Z kolejki zaprasza nas serbski pogranicznik i puszcza bokiem. Serbia wita pustymi drogami w zaskakująco dobrym stanie. Odzyskujemy też straconą w Rumuni godzinę i przez jakiś czas kontynuujemy naszą drogę wzdłuż Dunaju.



chwila przerwy w podróży

W okolicach Zaječar zaczyna grzmieć, czarne chmury źle wróżą. Mamy nadzieje minąć nadchodzący armagedon. Na plecach czujemy grzmoty i okazałe błyskawice po prawej dodają czaru. Na chwilę wpadamy w objęcia ulewy. Na szczęście droga oplata górę i uciekamy burzy. 


Droga wije się otwierając kolejne widoczki, a panująca temperatura pozwala wyschnąć w trakcie jazdy. Tuż przed granicą OsmAnd wiedzie nas na manowce (na starą zamkniętą drogę) i o mało co byłaby powtórka z drawskiego poligonu. Musimy zawrócić i granicę przekroczyć w miejscu do tego przeznaczonym. Granica macedońska przekroczona w tempie błyskawicy. Jeszcze 30 km i Skopie wita nas swoimi niesamowitościami. Tego co oferuje stolica nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Nawet zdjęcia nie są w stanie tego oddać. Macedonia okazuje się dla nas chyba największym odkryciem w tej podróży. Ludzie niesamowicie otwarci, przyjaźni, jedzenie jak to na Bałkanach rewelacyjne. Stolica to świetne miejsce na jakiś citybreak. Dodatkowo ceny są bardzo przystępne. 








Dzień 6, a w sumie 4 podróży (11 sierpnia)

Trochę żałujemy, że nie zarezerwowaliśmy sobie trochę więcej czasu na Macedonię i wizytę w kanionie Matka. Będzie jeszcze jeden powód, żeby tu wrócić. 

Ale wykorzystujemy jeszcze chwilę czasu żeby zobaczyć centrum stolicy za dnia.








Ruszamy ze Skopje i najpierw navi wyrzuca nas na autostradę, ale w końcu udaje nam się uciec na podrzędne drogi Macedonii. Jest ciepło więc jedziemy z uchylonymi szybkami. Niby deflektory i blendy chronią oczy, a jednak ziarnko piasku dostaje mi się do oka i mamy przymusowy postój. Na postoju zaczepia nas jakiś miejscowy pytając czy wszystko w porządku, a potem brata się z nami i nie może przestać opowiadać, wprowadzając nas w tajniki politycznych amimozji z ich sąsiadami. Nad jeziorem Dojran, tuż przed wjazdem do Grecji robimy sobie odpoczynek przy sałatkach. Siedzimy na tarasie urokliwej knajpki obserwując deszczowe chmury, które krążą w okolicy. 



W Grecji znowu uciekamy przed deszczem. Niestety tuż przed Thesalonikami dopada nas chmura i w strugach docieramy do centrum. Logujemy w hotelu i ruszamy już na sucho na podbój miasta. Naszym zwyczajem szwendamy się bez konkretnego celu i planu po mieście wyszukując różnych historycznych osobliwości.
widok na port z okna naszego hotelu

Jemy kolacje w urokliwej knajpce w towarzystwie samych Greków niedaleko Białej Wieży

 

Dzień 7 (12 sierpnia)

 

Znowu uciekając przed deszczem jedziemy do Łaźni Zeusa. Jadąc starą drogą wzdłuż autostrady z krzaków wyskakuje jakiś dziwny i spory zwierz, który ładuje się prosto pod koła Marcina. Na szczęście skończyło się tylko na szarpnięciu kierownicą i zwłoki zostawiliśmy za sobą. Podjeżdżamy pod Olimp, zostawiamy kaski i kurtki w knajpce przy wejściu i dreptamy w stronę owych łaźni, by ukazał nam się widok krystalicznej wody, spadającej kaskadami. Szczerze mówiąc, szału nie robi. U podnóża Olimpu w uroczym miasteczku Λιτόχωρο (Litochoro) jemy obłędne lody (zgadywanie smaków przyprawiło nas o śmiech do łez) i pijemy pyszną kawę.







Czas ruszać w stronę Meteorów. Droga upalna i męcząca przez Larisa i Trikala. W międzyczasie robimy postój na stacji widmo. Mogłaby robić za inscenizację w amerykańskich thrillerach drogi. Pierwotnie Marcin chciał nas puścić południową drogą na Olimpie przez Συκαμινέα (Sykaminea), ale przez niepewną pogodę na szczęście odpuścił. Docieramy do Καλαμπάκα (Kalambaki) i z daleka widzimy te cuda natury z klasztorami, które mamy zwiedzać. Nocleg rezerwujemy na 2 noce. Hotel z cudnym widokiem na jeden z klasztorów. Dziś już tylko idziemy do miejscowej tawerny i napełniamy brzuszki greckimi przysmakami. Feta zawinięta w ciasto filo i polana miodem doprowadza mnie do orgazmu. Pycha.

 




Dzień 8 (13 sierpnia)

Meteory zwiedzamy na lekko na jednym motocyklu, ja trzaskam foty z otwartą szczęką. Piękne widoki, zapierają dech, a Marcin znajduje przy swojej Tenerze pasażera na gapę. Chcąc zwiedzić jeszcze więcej ruszamy w stronę Joaniny, ale kłębiące się czarne chmury skłaniają nas do powrotu w połowie drogi. Próbujemy zaliczyć punkt widokowy na Meteory z drugiej strony rzeki, ale po kilkuset metrach kamienistej drogi rezygnujemy. Może solo na motocyklu byśmy pojechali dalej, ale we dwójkę, bez strojów nie chcemy ryzykować kontuzji. Zaliczamy jakiś stary most przez wyschnięte koryto i wracamy do Kalambaki. Błąkamy się po mieście, idziemy do bizantyjskiego kościoła datowanego na XI wiek gdzie oprowadzają nas żółwie, spacerują jak u nas koty, napawamy się widokami i dzień kończymy pyszna kolacją w kolejnej tawernie.

 


AVvXsEiH1-xpigJ7EazKEYwW673IfrfNhGcJNnCXhbNsCDXhdMIy2AqMZXTGedt7FWeHhHzP2EEG_wQPzLw1XbG-uOlneYE6rl-to9xQ0WOrDOHsBWFntVvRRb8wsro2lNLoRQrk8CE7VOVEnKS1Uey21in9exyYQo7cDpc1Nh9mxM2wSeh-AFt-RRBGdptjGw=w640-h480  

AVvXsEhIy_BCO97zFIqsrk6nBu9OWpkTRFuGgIEEOAmANzCaV0GjjnarXJYmhjNL-DE4olntIYJX0TBGy7Fqs7oWv09tQfw2eL2x_FZIY-kzuZmIu90A57qu6_9SFTUMzBCe8L-k1j7syCk-IYoxTBOuxKafmpJ8M_UTIr2pGiUROgI7R-30lhgus191O1MiGQ=w480-h640  

AVvXsEjY2tEAfFpWIAN-vAeplNbHS0rnZCMFswKwpAS4T6ivS_ZNajGkr709c-CBxkSrG9pJX4bHz7foAbTTgbxbq8fg9ip1BjeI-16cLEhkmMyoutfmk5MOrYKb8bZW28zNh2fs5McXsQcncaggpGyW1dddtpRAZksomPhjNHNgVzHLyMkDDwA3ODByRbm3gQ=w480-h640  

AVvXsEixix-uLFW-BacShZ1UYRMs34Mn6wIi7lLWy8JMMSGYycwNHq02FN0yxGxrri9tsub8d9PDY95Lmn8ivKGRc2kvZEW3PJXMC9-EAaR0KsLw2rYUMuI9gF1qvjoEPZQISNUFJPpaHzJZbdEIuad4JJHnxXxTb64aVGnUTvPKvqd4V4Raolovhr4midPsmg=w640-h480  

AVvXsEiK3vyvludLLc6pzho0wop2RDgNgcDqG_2Q8G18yqrtXDVghZtMQGbqDZG_BNic-wPQFUhkp9iXnVJdGfRKHGmGBKbkqmphHeZkGPARCzSxPtbqI057Fud4W78oZozoo3lQDRe4_13eb8hbLBE2SRhGFEIP3gd1Hzw42ykA5Wj1nvFNFInv78d_LYhTyA=w640-h480  

AVvXsEhuygajl83rbZqeG7wJRGbrdv1Ex-UiYMhBcolMA7FqlEAeujKl3xvr3sYgJjL4eSEndAjUNcT8DkrEu4DIEHDCP1i-30AJMywfIS_OeXvorCwRBmxdPnoPvKcso3dmXqBPorfhJsANZFHnodRkdQSnWuvqm5Nq9lOD7jR2pc9PULZMLcDerhOe5dEkdA=w640-h480  

AVvXsEjh9T8NvuyYMCfNh8XsE54t_hR9cJ-9NJEJzbUN98UQCmrO-Kv1i2THK_fI-BZwQ8VYIdR7LPKmsCYIik7ueWpqXfT2huAw-KDAKTZJ9cPctZlawFNhAivD9Uz4AtBsiyaVvBtIw3qQ2wUahttu4yf6zURtXL_9jqcvDX7sdTdzMN7zTNErCswq433xGQ=w640-h480  

   AVvXsEiibNnU5AQ4EHLxOs-laRgK50tCX93iTJWdH6BpwJgs8UalTfiUMorHShzemDTUOESeyGYgNsj_QFmaru0U08Gns_hYEeIs1JhmPk5PKRXblh661N_fLCgzeCN6r442YotQ3D-asTBX3fzFayNcsqzGexkInlfgtf88iMZDQF71ZHEpnnU0FKc3_tQ6Qw=w640-h480   AVvXsEiNMysKHOW6xtewOB-6a6mZvAXuxC2ZR5wPjJ8d59q7pfbx5I8GdumHS27OOyUeIkcu3L3u_5mVQ5x2FRmTNucK7tEGgGPfhuprhUzMU6ZViYAkbeyge3Cnh7H8rjr17gtRH0HgO3SSHAMcb_lb2NgLzNc_PlRrzzuOhHEuF52azZzCtYjC9N60xXLw7w=w640-h480  

AVvXsEjmXb2kHGYTRSlmwX1hIPC0ZVCueWXS8W5g-J9vWqLhw18dYmpHmp2lowO68TYAQZkX9CGVSWV4L1hyohJOkvKeAdcXozes6iquPBiI4p4SGxKMVR5MPXxWQm5WKzBBIQ5Ox3YVidgG7fMNIXNnLKofSmjNNc2_KueDMrXXqWajkTbmKG2BjZlTMd-c-g=w640-h480  

AVvXsEjum3ox5uLaJrNW38ObkxDqS0OzZk-Fg5ToL8dY_XfdqtIuPRShA13UD4klg-2SFYRejsbNjkMp2KUA7Xhp7VBk4mJSv_XDzLBEIeQFrcz3mS4a-G4hbucwTGZreU0lLifmSjS0pzaWw0yukGKIEPSo3GcyG2hlnjIDLr9cPhadD7zuP8oeIxLVw3QFSw=w640-h480   AVvXsEi6qPIONnoyG8D-zb3Op3KGGHNaS3SaIp7VnkqlCG94zwKn6B6z7veVOGJNfYrK3Qh3N3nLi9NQtgpO5vNbSu46SfA0-hNwqQsCIPMNfHKU8XrBvJRxSJkgOBmOQgAkQh9hqcj7PlgNxDkHqXEgtGs6hahmVdBiVoMftVz4nryBxT85M7gZGtPU6Q3ACw=w480-h640

  AVvXsEhJKKi5g541rykBg52v-8ZkJxJfFh0bDx0wY68n2o4Iqn4Ki6iNVlW-u6-nY0at9x_Bf1Fzdb3xtcjz6H0xoCria5f-bchO7n-QdM-NccMl1OSDMlbF7dv-9ixs5DNgOsTU0baB4KRFkEEYhNolJc2IBs0nuMkdzvOB0DNYUGy0TaDg4a1omUf3h3lDvA=w480-h640   AVvXsEiZYIBV-v72BW6aFXRK84snw6RDQJm68aYANiH8gfOoYbW9cMHV3aCO5v7TFctDhngRK8pKk-CR9L-IlWqpFTRsYlbgwzubpXBFCSKOS5MH7xtlyqDo3pyIRNmERbEsFpj-GEFsE4S5m2oOcP23loi1KC6H-bUwZrVQcbXrA_NsJ83XX0a4P9x2b9rO1A=w480-h640

  AVvXsEha-TydIXGXhWysEvvzkAqkv03RcWe9n8OaAa59H_DmrPBqWxBmqe7l2ngf3YsuqWSJZUj9QO6FyvwUaRLBDh4CgTT44xtRDpKOvvoA7uijYNXib0eGnwKaCFPKqeosmxFsyGx2flmtbBWofENRmdEJdYaiNtA2n0cjtu4psJwTPk-dA0cIYqaY5ufcUA=w480-h640  

AVvXsEhRxzjz23PSiglNOfrFgphMcrvpTdxd8HTZOa-83gnjGNnu90oZzIeKic2HEo6D9qxEQ9gmzblBfHybLDVvhD2F-1nd5GSRfzpXUmtaWtwce6owBR4REQ2J4CdvneK4qLr8XJZXckZytlnfHoZpYKalrEuIu1Rz6FwyBO16DvDAe-dsjUcPp4zhSJFkIg=w640-h480  

AVvXsEhqwqk4RAZ7VxLyI0QQ1Q7XPwE-oULsXtg_NfngbNEHXgeZWWp4zIl-LRy-mOp8kAgbNnFZD9L-DN6PctCbEyt_FfHQP_QJQVHbk2nxkztD7v_R9MvMgimjK6FP2tFNA2OcvDehafZ6c8uFBkQxrzxtfN-EGWUIFWcwRFBc-3914eT6ihZf5Y3RzVp6zw=w480-h640

AVvXsEhPZqSkC6gQtJ4vN28HKC2zo-sAcq3Tfi8duZBn4-ceUJm2jrvT9XGyU-WN0IA-bggClAfcgL7S6Tubnw9gcvF1wu6g7IjDYBc_pnIrtYmlACJhM5CqOL7e3rT5WN2zAn_XQyc88boUzy1QA62bNf6yrUhPCvTXffismpFDJXghiu4NlertJtQj33amYQ=w480-h640

  AVvXsEhpqFdCtjTsGgv6AhPF20EJuRffeSNTz4nyeCdeWub-dubsNNf1bnToJL0KjosU5UONmezIkKoHm_JxAxlOYBovp2cEU079wSLIzB14J3YdwQ14tFXIylqZpaNAXRL80MjCDeNZebMTovAMPECabJYQmS_SWaOfPtHL15jstPQQRKvIhXlfyZ5XTFv2_A=w480-h640

  AVvXsEgPvu91IBL77fszUbl2mCA0KnKGggODpnODVZ3S4ek5-07eQaGrqWcmkn5STU_-abvhBDFNrBuyspHg3XhbN9wXD_KlCk89ywCcH_AVU9GuYKDmm1EOecFQHkeMm1bPlolmtZJP9qaJaLrmvMIRWDgf8bp-j4wpaabp1Ce1XLvIfScFbirKsjGOU5LGRw=w480-h640  

AVvXsEjFz4NIWEzo_dezMWhjBH5d62c_0uiv9Rq2NFzN-ibh9sVbPZ9DdSkkO4mKaZVUMAbLPWfSzofWSazeh7sXoMA1GoSIxTQrep5YNmIsNvUm0DXOwj0Ksa01xIdbFIno8wuhFidLwNJvUv7h3QjslQtUuS6gh516lymRcR04SxwRgDVDVLXQnRXCHa7Yng=w640-h480

AVvXsEjZqR5GJxSxXdrd9TQAbsSmiTDqnPd-1lv7NJGmFGEUKFGm6dG_Xkh4jldFdQcdYiBJKhU2Pl3uW7E7TZT6JRKHU4AGlJF-1Q8xtocCl1NTn9bZXXgJwhgKoAGAqS_2_amzmih8UHoAhT25r7MQSKHrOyM-mnoC478j7OZBbqG9mCJG5Ez4F3YudkVMrw=w640-h480  

AVvXsEjbE2w758A2QY7zkEJVr-SskEiiuLhyk4krysJZggZx6xphlK66AOPK1qLJSoQx31hsJ86QGFpB7SgKGdFCblpPDuP8Ry1tsyM4RgRHfGrQP6pezrp4p-nnSINhELDi1XohH0WWrMP71joyOW6kxmQozJ7T48cNrMPrwFGfJ8Tmi1HOmhpXkEaKWjDhjg=w480-h640  

AVvXsEhseCs0FNWAEE5dnsGIRkT2Usp3B0sHW-iQ8oo27zgNgjVpKA4DyZN_QMiThOMaIk8UKsQk0TScLSttoYyoupvEJfpRhC7qwOTOD2qOh__FkT88lRY8DPVJKEOW1bjuI62W2lNj79dF6N3F9e2zYVDOdCOszwvuny1m4Wh6IyGKY5kT6I5U8ewDWdLD5A=w640-h480  

fba8b2f6618506ccaaee94a2e0a1c1f7.jpg

8eb357ec861d351b86cc7abe693ef3e6.jpg

dbbd2ea78aa879b3c655cc63e47aec96.jpg

AVvXsEgGkSmh71bxHtZIXo9Uq8SDBH8OfybYpTOCh6lFuRd-0NI8a9EpVsHmv3cS8ZiaHDXFedANVr2wDNtqsg1it6gaCiPs2nPnEL03ybQ-vmTIn8AFo4mWiCWqWbymy81oNkpAHwRbTvm1N8ibH1TweRVtg-WsruwIRGwzNYyoDWyCQzBWeNuPTXN5pIUNfQ=w640-h480  

AVvXsEi4rI5x27PHClRAsL6TP28u5MPlrJx0bDf4kuMrK8UO7JwTTi06-poIxYGOyLIIMdAe1giDYYwMROEkUABT7-N4HItiOVeyA8stGBV-HEKT-1Hi-P60cUNjIi_oD7vYA3QmtTaPX30k0LU2vQAW6UUPBLX65CpCxyIUEBcKXkjvv-ZU-WcE5ZTjR1sKXg=w640-h480  

AVvXsEhPHcmKBrPUa3dXrUg8pBZeouui5czxV7KPEWvCHo44xwF3Rwymtd6XjAImrxPYITq9zVnrTMK93rScLCPJPla9s7MYesFOXFYD3CuYlNgoWL5jsbtTNakdUNkHxWLwXFSxA0jeqMOgPjf8o9IH6jGmLdmI30zZCt7Ghv9TqHVs6P9oo4oJ3St9aW_4vg=w480-h640  

AVvXsEh3PCzb44qhayeRz85O0eJNllVpkaPIRFAKaDlQPPN7wzce_KKdhJmcncRyb3tOakF0XuEF-Fii_BLyoAFm9RZDxw4wSp4dVd8rTFbeZvbizdQQ6JgNTV3z7j-vDMKKFQntk_NrCzSAPVuqtrAX_qp7ABwk_0Qwm0r2HmWrpB9xzHKNqaXbGkxXJp6RTg=w640-h480  

AVvXsEgiDLlglURXK1jNuUcjP1HmUvon8BosOJh0TrGeamtrrsF_2WMFMo1_Y1rFaHiRm_yy7f5ZWkJSQ4ie8Tm8DY8qK44kQucLbMUiI4vJQZn-V9uFKSIlGU5fXlhxF3AHJGVE7oOKxWqogiMMIdghndA5rUZAEtqbPwos7rIL-HEsCsGw9FA4Dz9j8AdGsg=w480-h640

  AVvXsEjXjQMD4HdiiK65Nm4E6iJV5q-65bV0IO1g0V-bRQsyGxBgqFq2L1o37kEU0q0yiJ5lpbE57Tgcn2HXl2zhmA06_gotHfqke8erXKrYfYYVEFZ-1jGO0yHZ6g3nn_T6Ub9a_WiZ7TkcOCUBV5wBwMurSxHCe7fNTPIcjK8nfQ5EZGcR6YDE-vnfa-Kyqw=w480-h640  

AVvXsEhWy4a-XPVW0COqoYGy3CL9pL03nrdb5iibLtWRRnw_DfN1yMkJqlQnTQ3GfYdnRJ8FWLrIJOSExTnrPx6OIVQa4i2bjJ3HVecLrhHk3ZtEE0QIBVrksU2OQrHFObhGP0f05tSv8_oEO8ielMMHJN51eP94OKM8qxNraTGzGg57zOhar54gWuIMMJ5qxg=w640-h480

AVvXsEgcXOB8flh_CY5Ku-Zj4LDVJJ8rvcb_ZHzLxbqT5Zh5NgDZuYUhRZ_gABIF7OQxvC5djrsXD80pnT-xgyMMyaUjx0CYmaS8yUryrWV8wNfZvSAbX_Y6q96NP8UKOChn7Su-OawobbBa3QOw39CI49Xi9oDFgXETg1inZfswFmXDVySDAffEqQnru_1DYw=w640-h480  

AVvXsEhE79ezYD97-tug8Se0f8PASnwu1aMHd5Lfv6SZrqBwLT8DfpWrr_tXpx0BQqzky91HPvxhnpGiNFNYZaqIAg2u6iU7hZsONvuYIDty_qCB2U3RdRBlpr7rEO8Dr-Bsi4DLSRB4eQnhgOPihYmU63xyJqmWwJyabfoz61FKgDL5FTVfw-eYYa6yXEVGHg=w640-h480  

AVvXsEgK99vV2d7El-6etX22NNnYKF41_-mcVWga7oFfDCXaUE1YtKjwdTbrb-JHvXpsn4JcxM1odWoAVykauxrt6FZehLXpxK-XhDk8ZSArfgV00J0rlvpqjAJqrSbq1DL4A5J9LkCzml8GG5eHf_ND_V19czZ1ebqLjOEt1r2BHQsTrVjnpzmtGGRn_kW9_g=w640-h480  

 AVvXsEhVgIDUJcX2wSYMZlZ0nclkph1TA4ewyp3VKw9vnyR7LQEJzVUIDFv68hwUOkVJya7eSqS81ircvXhoBcUGTQrz1antkk44lYIqrs8gMqZkx7mV5iZ22guQdUaPoQ3tMuDhKp4IW2WBPqf1ynGrkCxa1fDW5pfQmsax0xEUDM6ukc1qaPPQpxPEY5ixtA=w640-h480  

 AVvXsEgxpJIj41US6vJSY1RMKHlZxsG6hzuBtq5GaO1qGlou7jOH5FMjVtQb6QrIm9SCMvl0ZNzsrVNE1UeWtKt2f7UzZD2PBuuaCd2KribihVZgngtN2FmKaGlPdEcrDL2ma1DYyAffBnRMx-wbX94qXWleKpqE2NnhY3TSfaofSyFJpSPWcwXHKwdwR2cpwg=w640-h480  

AVvXsEjWuxi9SyGKJErsb2es_nZf2G822CPZMZliaVJUvbMWHL80jC2iekFaetcK0Bays7SiEeUaJ--mx8AwddaZV--8zG0PZx-myBJCKrv4s9cU-OoUClF9LArDv6NTvrR70MYzWYrAyZwwA6EI2KAwoTMMRoXV6uoS2Ga2hCqCsBPW5-4g2tGvium19Mm7-w=w640-h480

  AVvXsEjqGm0LHQWT74E5lL1rdlXTZPmY3VpfBJ6LNIlg5FLyDYHsjTIF7jmku7MffM9c5q7Q9qfmaKBJwwdBQpRxLK2c4zXdaz3Aq8fLySaJrlRgqUMip8hNqcqKOGjsXsq1pSB_vgrzZX_rypYKM2d40Ki1zZ0J8iMjCJnUZukKDcMKJJn05-i-M7xaRQQLbA=w640-h480  

droga na punkt widokowy gdzie nie dotarliśmy

AVvXsEgH0ua-xo9jZfWKWUgHkBsm6F9aPSGRRmWulZzs4ue1tsnNrpQzNX6uWq1pd5olk3z49i1IBUlUF_IK-NByX_9s6ruNhrYqo4bZsThgfLpoJ72nqR2OIK7Ykqsr04CB4tVIQPaHqFl0ZSBttfdhX0Z9rXRQIl9H5GaKZitG2I3VJnLddcC_oSb83Lv-nA=w640-h480  

AVvXsEiiQ_NAHwowqcZrlRWOVH-Mluvo5mXm9utXk6Atghei-sMS1ccrSZIbc3DbCxtS8G4wIuSNviOjYZdVj8Nw7F0dVEqijLO6SwqcgU2IrIL1nLaY0Ms9fNS12OFKKlKkTAGA_vv8SZCHu1oLlLBfXvjrS-OIAFR7IGTGuPRtVwZBCfD_LaRw8x9E-VRLUQ=w640-h480  

AVvXsEi1xGv1ylSaQ4N00d2yKKS3af_cDpE3IpTX80517cW9kwYORjZy4vCFpUrbXQiKgYSOuaqr4iPPI2gfTFX9xZ6Mqv1X-AkXh1u8oMNux3tszpo2uyjprqQ-_wlmD6STVs9h3j9lAe4JPz--DSZ_HjHCQNElRK11fWFmdLI-yua25juNw830H8mnq2Xa2g=w640-h480  

AVvXsEhchZSxaEt8-RcH7YDw5vHlUNj7wshxYcmoz42MqLoUDhSn1fEGiPpQ4cdryjuZya8YtPJCrmLnJmKvrrXEEalK5no8fbwba7__INlbkhOMQi2eKj4o5gFMPdF3d23k2SCpAsjX5nIRtzg-2QzX_KZHFYInmlDxupQJ_Xo2OHT2mHaheyZkspTAwrv_hQ=w640-h480  

AVvXsEhN_oymt5lmOz6YCr8cp4LSb9DGMybeORpNqG2IDgUZrGAEh3--2v7eMO4PuLd2Duw1LVIfwqf4NGy0ENWvJL5ncP5A9r3pQe7mWm1XRvRGDHBPpg3lYe7uKLtWcIad3g0nRoKwXzkFjKrBF8nqHIBRkSThOd-mdBvFpnJW7hvk1s7C3VnKo5Ifp29Zfw=w640-h480

stary most

AVvXsEhpipj4pvTEJSk_BR_OkJexXS3me1R2ijF5-j1Pr-lH2gCJHspOi2aCDUZcMx3wQN2meVQN2UBvW6IMSONjfFjgkd-s4egKmOgtKd4e5EuW-v08SxHNb-eKLOKTowwhsHXKY8rZ9LZ_hQVnHVjeFDgclUOA00LzVQ6IIf47JdG68O1_Ig3fKABHuusypQ=w640-h480

  AVvXsEgLeCZpuISht5FrDC_wuZhC7iq1KUgtuH5WguHzosj4V52oJucpT9L9KBjmG97rylSyUAMg8xbCba-rb0r_32RpeYVsQ2jLZcPQPNJT5cR67eF8hb1dn9HiiaRp2A2uHKFryTQSSgnr8AVdDXgSaf1wUKwOJ6J2za7-92DvR7LuVgiY6oi88Vad_xIDNg=w640-h480  

AVvXsEglesApeXx9_TdYx02m8o-AopXQjFGck5OWIrB6Shhh_fhLinGEr3lULpaRHIg8RB0net-AyHybEjZDTfiSjg3W9296z43DM4hXmBJscb3qUqoSi70lG1UBgQlVrUB5oEXUXFGdA2SkSllfeXR5VbBgWn0QN0a1uKy0R23bJAT5s6sXJbOcVNY0NGMcEA=w640-h480  

AVvXsEiT1lwxHu_rvVhgyVMHddjnJw7KknNcTfWwnH9SZ1ibwd8IkhiNYIgkmw1c-xL1OrogxLxKwpvoU3Rz0y-_m40nsFwB0q4CJblq3di9sIlOa3SrYbCPCSehKlAvmTmBrg4x2vWr1X3NH8g3CYJLKxP7Rffc3a35YMDEBL5be9yjDB5q3p4cljF1s97uuQ=w640-h480  

 AVvXsEjFOB4bcvfd17UngPSOFc1yOd2ttzGtneX_nBfENXPtpORatgaWFCvzgOMNVnH3bpivqPkWEHJUYzfA44-N8iFNTZDi0cBavfwxhyJNVfN_QhQao8K-MHWF58_0EZvVhFzWLibhfShM8r_hIjmx7SaytU9l-IV1zUj7c1t9-LIJAdV2KoRcNuwzkAnzIg=w480-h640

oprowadzają nas żółwie

  AVvXsEjcFrK-awAsKdGmhELpg6YiBmB_RYQglxbg8mTp4kD03MGoVJEaOUVRRVwdu9Q3lx2SD-caQIHf0PVoooFnK14qCmFIpHQmUsg7XCYYL0HE529KrBKXWvUffogXVYZrixsove0_BuyFv3qMrKl3XoQTwRmneuQlf5O2I3iCxAUGR80AraKeHwhwq7x0BQ=w480-h640  

9b2895cf16349016961fff2e981a86a6.jpg

AVvXsEhjH57nx3r3u-CM47hc1rmeoydgSZgH_8-8EM23M9JK6N9W_2yaNAMkN1heRae7BqELLvFnO5XarHG0GA8IDUraObUMqhHCFfFV0DD--LlNSS7JRmKhn3penf8mPIIgz9LDVK7K3WZDKT14liOUnr89nQ0pB14orCriIDQ97mCXETIV5rf3mD-OvmUOaQ=w640-h480  

AVvXsEj1Z3MkKMmMBHP6Nf7sQQtE35SeR3vkKigAjpadMIOoQJJddm5goUxH041GulHZ1Z8JMbsl5NazAECmKYrhPzGH5djnj_cLihnyx3v-0JUtwNATAkg28a-OSuPFzqM1W_Gc2k41mxke_hwJY1FjkpdOQLLv-NOzNP6jC3AtlZOnCOOXak4ymGhkAwqIOQ=w480-h640  

AVvXsEi0G34E-R7xGkaqATMGWrnWYzZVBlsQOXJvBex2D08z2RifYgtcm8XFZF1P8EZRq2fAfYNPmGl2PCsf0hbwGF2JOiEdInHG374wXWpABviYmf4a3-zLEnCIpqXHutoDfuPh8uOUL2MXOa8MbSTPptxXosVM6TeQCJXudCiqoAsrO4mwf85t7nTUBzjnzw=w640-h480

(fryzura kobiety w tle rozwaliła system tego dnia) 

Dzień 9 (14 sierpnia)

 

Czas ruszać nad jezioro Ochrydzkie. Trasa nie jest daleka, ale są 2 granice i góry. 




Marcin twierdzi, że jedziemy na granice z Macedonią, a ja się upieram ze trasa jaką wyznaczył wiedzie przez Albanię. No i mam rację ;) ale okazuje się że granice przekraczamy znowu rekordowo szybko. Jeszcze kawa w Kastorii nad górskim jeziorem w Grecji i w Albanii znowu dogania nas deszcz. 


W przydrożnej kapliczce ubieramy się w przeciwdeszczówki. 



Po wjeździe do Macedonii wybieramy boczną drogę P504 łącząca jezioro Prespa z Ochrydzkim i pniemy się parkiem narodowym Galiczica. Do połowy drogi jest nowa nitka asfaltu między tymi dwoma jeziorami. Jest pięknie choć robi się zimno, ale mamy przeciwdeszczowe kondomki, więc nic nam nie straszne. Jezioro Ochrydzkie jest ogromne, a widok z Galiczicy powala.




















Samo miasto Ochryda okazuje się bardzo urokliwe, ciągnę Marcina w kierunku wzgórza z kościółkiem, znam ten widok z relacji innych i strasznie chce zdążyć zanim słońce zajdzie. Idziemy kładką nad jeziorem przyklejoną do skał, jest cudnie. Udaje się w sam czas :) Widok magiczny jak w kinie. Błądzimy po ulicach starówki jest ciepło, gwarnie i nastrojowo.  


















Nocleg mamy u Mito, gdzie rano przy śniadaniu poznajemy rodzinkę z Krakowa.

  

Dzień 10 (15 sierpnia)

Ruszamy na podbój Gór Przeklętych. Dziś zapowiada się pierwszy dzień bez ucieczki przed deszczem.  Początkowo droga pięknie się wije wzdłuż Czarnego Drinu, co przypomina nam ubiegłoroczną drogę E762 na Pluźine w Czarnogórze 








Gładko przekraczamy granicę i droga okazuje się wyzwaniem. Droga hmmm resztki asfaltu, bo część chyba spłynęła. Jadą busy i cały ruch uliczny miasteczek. Do Peshkopia jest męcząco, wolno, koszmarnie dziurawo i w oparach diesla. 




Tuż za Peshkopia drogowskaz wskazuje Kukes i uciekamy na białą drogę przez góry. Ruch tutaj jest już znikomy, asfalt zrobił się rewelacyjny, a my pniemy się w górę. Docieramy do pomnika wojennego, który znamy z ubiegłorocznej relacji Zulakmotoadv i wrażenia podobne jak z Durmitoru czy starej drogi na Gorażdże. 






W Kukes postój obowiązkowy przed droga SH5 urocza miejscówka przy rzece Drin. Standardowy zestaw kawa + cola, sałatka grecka i ruszamy dalej. Standard obsługi charakterystyczny dla Albanii. Stąd cały ruch idzie na autostradę w kierunku Tirany, a my samotnie ruszamy w drogę, której się obawiam, ale strach ma wielkie oczy i opowieści jak to ciężko i w ogóle. Jest super, widoczki... nie nie... widoki zapierają dech, już wiem czemu Góry Przeklęte, bo zakrętów do wyrzygania. Marcin szczęśliwy, banan na twarzy, którego nie widzę, ale słyszę „pusto”, „redukcja”, „dohamuj”. Mam najlepszą nawigację pod słońcem, Marcina, to pewnie dlatego droga wydaje się łatwa i bezproblemowa.  


















Ruchu na drodze prawie nie ma, jedynie przy miasteczkach Fushe Arres czy Puke jest trochę aut. Gdyby nie irytująca dziura, kanał który co rusz przecina pas jezdni, albo ciągnie się środkiem,  by nagle skrecić w przepaść, byłoby zupełnie bezstresowo.

Zadziwiająco szybko docieramy do Szkodry, tym razem brak miejsc w naszym hotelu, ale znajdujemy dość przyzwoite lokum i posileni planujemy parę dni na plaży w Czarnogórze.

 
dojechaliśmy do Szkodry



Dzień 11 (16 sierpnia)


Tym razem na granicy AL-MNE nie ma korka, ale są żebracy. Standardowo wpychamy się na początek kolejki, ale jakiś nerwowy Albańczyk upiera się, że musi być odprawiony przed nami.

 



Czarnogóra dojazd do Ulcinj





Docieramy do Ulcinj i miny nam rzedną. Tłok, ścisk, korki, nie tak wyobrażaliśmy sobie czarnogórskie wybrzeże. Uciekamy w kierunku Bar i w knajpce pod murami twierdzy Starego Baru dumamy co dalej. 



Spotykamy krajana, który poleca nam Svety Stefan i Budve. Zatrzymujemy się tam zrzucamy ciuchy motocyklowe i idziemy na plaże. Szukamy też jakiegoś lokum na 2-3 noce, żeby odpocząć i poplażować. Niestety bezskutecznie. 





Może Budva zaproponuje coś lepszego. Wychodzi na to, że jednak zdecydowanie lepiej czujemy i odnajdujemy się z dała od cywilizacji. Wykończeni, głodni około 23 znajdujemy wreszcie cokolwiek, żeby przenocować i uciec stąd. Po północy udaje się jeszcze coś zjeść przy plaży i koło 2 w nocy zasypiamy przy nieustającym huku wentylatorów klimatyzatorów.

 

Dzień 12 (17 sierpnia)


Nic tu po nas.




Wsiadamy na motocykle i Marcin wyznacza trasę przez Lepetanje z przeprawą promową. Mam obiekcje, bo Google pokazuje korki w tym miejscu i właściwe cała trasa to korek. Marcina jednak nie opuszcza optymizm i jedziemy jak powiedział. Jeszcze w Budvie przepychając się przez korki dogania nas grupa Ślązaków na dużych GS, jednym VStromie i RT-eku. Potem w trasie będziemy się jeszcze kilka razy mijać. Korka faktycznie nie było, przeprawa promowa jest załatwiana błyskawicznie i tym sposobem zyskujemy sporo czasu i wyprzedzamy Ślązaków.







W Herceg Novi postój na kawę i granica. Mimo że mijamy gigantyczny korek i logujemy się na granicznych rogatkach jako trzeci w kolejce spędzamy tam chyba z pół godziny. Albo Chorwaci mają jakąś akcje albo są nadgorliwi i trzepią każdego dokładnie. Pierwszy raz mamy z czymś takim do czynienia. Na szczęście nam sprawdzają tylko dokumenty i jedziemy.  Odpuszczamy Dubrovnik, bo dość już tłumów i korków. Jeszcze tylko krótka kawa na trasie i decyzja czy szukamy czegoś w okolicy, czy korzystamy ze sprawdzonego campingu w Žuljanie.

 

Do celu mamy 60km. Krótko przed wjazdem na Peljesac mija nas znowu Polska ekipa. W końcu docieramy na camping i kierowniczka znajduje dla nas ostatnie wolne miejsce. Szczęśliwi zrzucamy ciuchy motocyklowe, rozbijamy obozowisko pod drzewem oliwnym i idziemy zanurzyć się w wodach Adriatyku. Nareszcie! Marzyliśmy o tym od kilku dni. Po odtańczeniu tańca radości w wodzie, doprowadzamy się do porządku i ruszamy na zasłużoną kolację i prawdziwe chorwackie lody.

Dzień 13

 

Miała być laba, ale byłaby nuda. Pożyczamy kajak i pływamy sobie cały dzień po okolicy łapiąc opaleniznę w kolorze gotowanego raka.

 






Dzień 14

 

Dziś plażowanie - taki plan, ale niebo postanowiło zadbać o nasza skórę i zasłoniło słońce. Dzień w hamaku z książka. Tego było nam trzeba.

 02b84faf1a285fd867065ea56649a9e6.jpg

5e5be2a5f7e2fd4922b4d3f62480ca66.jpg

7a2d7806c28ea9c536cb81b016f6eb40.jpg

842b8cfa15a60d02832e33bf3c2800b1.jpg


Dzień 15 (20 sierpnia)

 

Nie chce się wyjeżdżać, błękit nieba, woda kusi, a tu trzeba w drogę ruszać. Postanawiamy skorzystać z dopiero co otwartego mostu między Chorwacją, a półwyspem Peljesac





nowy most


Z ciężkim sercem wyjeżdżamy z Chorwacji i kierujemy się w stronę kanionu rzeki Una. Niesamowite wrażenie robią na nas dziesiątki opuszczonych wiosek i miasteczek w Bośni na pograniczu z Chorwacją. Czyżby przez ćwierć wieku od zakończenia wojny nie wróciło do nich życie? Mijane miejscowości straszą pustymi oczodołami okien i drzwi. 

W Posusje w Bośni dopada nas ulewa i burza. Schronienie daje nam myjnia samochodowa, na której Marcin zalicza drugiego paciaka, tym razem przy zsiadaniu z motocykla. Motocykl zwalił się na prawą stronę i kufer niestety poddał się. Choć leje jak z cebra to Bośniacy myją auta. Dziwny zwyczaj. 










Ubrani w kondomki,  z zaklejonym kufrem po ponad godzinie ruszamy dalej. Na szczęście już tak mocno nie pada, jednak obawiamy się spadających kamieni z nasączonych deszczem gór i naniesionego na drogi błota i żwiru. Ciężkie niebo wisi nad nami, ale udaje na się dojechać do mostku w Martin Brod i przełomów rzeki Una. Wygląda bajecznie. Posileni pięknem natury zadbaliśmy też o brzuszki w miejscowym barze pysznym pstrągiem. Jedziemy brzegiem Uny w kierunku Vakun Kulef, droga ma być asfaltowa, No cóż prawie cała była, prawie ;)

 





Docieramy do Bihaca mając nad sobą nisko zawieszone ciemne chmury, które się kotłują dając efekt tolkienowskiego Mordoru. Czas spać.






Dzień 16 (21 sierpnia)

Dni powrotów są ciężkie psychiczne, na szczęście pogoda mimo wstępnych prognoz tym razem okazała się łaskawa. Do Karlovaca docieramy sucho i ostatnie chorwackie lody jemy w słońcu Niestety po minięciu Słowenii  dotarcie do Szombathely daje w kość. Wieje bardzo mocno i miota mną po drodze. Walka z wiatrem okrutna. W hotelu spotykamy krajana na Triumphie Tigerze. Przy wspólnej kolacji snujemy wieczorne pogaduchy o podróżach …..

 




Dzień 17 - dzień masakry (22 sierpnia)


Ruszamy w deszczu i pada i pada i wieje i pada i mam dość.

Cały wszechświat mówi mi, że jadę z złym kierunku, po co wracać? 

Jedziemy przez Austrię i Czechy, bocznymi drogami, po trasie wyznaczonej przez OsmAnd-a. Jak nie pada, to wieje. Po urokliwym wjeździe do Czech przez zbiornik Vestonicka, czeka nas masakryczny przejazd przez Brno, gdzie trwają roboty drogowe. Zatrzymujemy się na objedzie w jakimś amerykańskim steakhousie w czeskim wydaniu.

W Jablonne nad Orlici Marcin postanawia "przechytrzyć" nawigację dzięki czemu zamiast przejechać szybko przez Mladkov pchamy się na Cervena Voda i Kraliky. Tu mi się mocno naraził. W końcu, po ciemku docieramy na kwaterę do Kłodzka.

 


Dzień 18 (23 sierpnia)

Z Kłodzka prognozy są złe, ale nie jest tak źle. Na sucho wracamy powoli do domu, ale zdjęć już nawet nie chce się robić.

 

Podsumowanie

5tys km w sumie w 16 dni, przejechane 13 krajów, a aż 4 po 2 razy 😉 

Trasa: Słowacja, Rumunia, Serbia, Macedonia, Grecja, Albania, Macedonia, Albania, Czarnogóra, Chorwacja, Bośnia, Chorwacja, Słowenia, Węgry, Austria, Czechy. 

Chyba trochę za dużo sobie wzięliśmy na głowę i zabrakło jednego lub dwóch dni odpoczynku nad morzem.

 


Marcin najlepsza nawigacja na świecie, pojadą z Tobą na koniec świata i jeszcze dalej. W sumie wakacje w zakręcie :)