Wracając z letnich wakacji mieliśmy przygody z Ani motocyklem, co spowodowało, że został na południu Polski i trzeba go było odebrać.
W połowie sierpnia ruszyliśmy ponownie w dół mapy. W planie, oprócz odbioru motocykla, były też odwiedziny naszych przyjaciół spod Cieszyna Czeskiego, których poznaliśmy kilka lat temu na wakacjach w Grecji.
Ponieważ minęło trochę czasu zanim w sobotę ruszyliśmy, a dodatkowo moja T7 nie jest zbyt wygodna dla pasażera, postanowiliśmy pognać ekspresówkami, żeby skrócić cierpienia Ani.
Dojechaliśmy do Jarka i zaczęły się testy drogowe. Niestety motocykl nadal odmawiał współpracy, a konkretniej przedni hamulec i zaczęliśmy walkę o przywrócenie sprawności, która trwała do południa w niedzielę.
Summa summarum, okazało się że jedno z łożysk skończyło swój żywot, więc zostały wymienione na nowe oraz krzywy okazał się jeden klocek hamulcowy. Odpowietrzanie pompy hamulcowej to była kolejna never ending story.
Problemy z motocyklem spowodowały, że nasza zaplanowana wizyta u czeskich przyjaciół nie doszła do skutku 😞 Głupio wyszło, bo my cieszyliśmy się na tą wizytę, Petr z Hanką czekali na nas, a niestety siła wyższa spowodowała, że nie byliśmy w stanie w sobotę pojechać dalej motocyklem Ani.
W niedzielę, kiedy motocykl Ani wreszcie został doprowadzony do porządku, ruszyliśmy czeską stroną w kierunku Branna. Celem była wizyta na najdłuższym moście wiszącym, który jest rozpięty pomiędzy dwoma szczytami Slamník i Chlum, w Dolni Morava.
Następnego dnia robimy już odwrót w kierunku domu






