Sardynia 2025
Pomysł na Sardynię zrodził się
już kilka lat temu po relacji Pawła z wypadu na Korsykę i podróży Night-Jetem.
Niestety OBB skasowało połączenia i aby dostać się do Włoch pozostaje jechać na
kołach lub z motocyklami na przyczepie. Dwa lata temu byliśmy motocyklami we
Włoszech z zamiarem dotarcia na Sardynię, jednak panujące na wyspie ponad 40
stopniowe upały skutecznie nas zniechęciły i wówczas pojechaliśmy na Elbę. Korzystając z ubiegłorocznego doświadczenia
wyprawy do Normandii i wypożyczalni przyczep, zdecydowaliśmy się na takie
właśnie rozwiązanie.
Jak zwykle tuż przed wyjazdem musi spiętrzyć się pierdyliard spraw zawodowych i nie tylko, dlatego przyczepę odebrałem dzień wcześniej odżałowując te 40zł za kolejną dobę. W piątek po robocie załadowaliśmy motocykle na przyczepę, zabezpieczyliśmy pasy, wrzuciliśmy do bagażnika mandżur i już koło 19 udało się wyjechać w kierunku zachodnim, żeby choć część 1200km trasy pokonać jeszcze w piątek. Granica na szczęście okazała się pusta i Ania zaczęła szukać noclegu w okolicach Lipska, gdzie dotarliśmy około 23.
| mijamy Odrę |
26/04/2025
Po sutym śniadaniu ruszyliśmy o 8 rano autobahnami na południe, by około 18 dotrzeć na miejsce, gdzie zostawialiśmy auto z przyczepą.
| postanowiliśmy ominąć korki powypadkowe pod Insbruckiem |
| lubimy zakręty |
| powrót na autobahne |
| łatwo poznać że Italia, pordzewiałe bandy |
![]() |
| niektórzy mają fantazję |
27/04/2025
Prom wypływa o 21,30 a przed nami jakieś 350 km do Livorno. Oczywiście powinniśmy być 2h wcześniej. Do Bolonii jedziemy bocznymi drogami, początkowo podziwiając majestatyczne góry doliny Adygi i wkurzajac na „intuicyjne” oznaczenie objazdów i zamkniętych dróg.
![]() |
| słynny Ponte Vecchio |
![]() |
| a to już Ponte Santa Trinita |
Ponieważ znowu byliśmy trochę w niedoczasie, stwierdziliśmy że obiad zjemy już w Livorno, przed wjazdem na prom. Nie przewidzieliśmy jednak, że ten wielki port nie ma zbyt wiele do zaoferowania, a pora o której dotarliśmy powodowała, że wiele knajp jeszcze nie było otwartych, lub już zdążyło zamknąć kuchnię.
Przed samym Livorno dopadł nas
deszcz i Ania miała obawy przed wjazdem na prom po śliskich metalowych trapach.
Jednak nie one okazały się największym wyzwaniem, tylko rampa którą mieliśmy
wjechać na wyższy pokład. W tą stronę mieliśmy zarezerwowaną kajutę więc było w
miarę komfortowo.
Niestety temperatury nie
zachęcały do spędzenia nocy na otwartym pokładzie, tym bardziej że przelewały
się po nim masy wody po niedawnym deszczu. Na szczęście dookoła słychać było
swojskie „k#%wa!, k#%wa!, k#%wa!”, więc czuliśmy się prawie jak w domu.
Zmęczeni podróżą poszliśmy spać wiedząc, że wcześnie rano czeka nas pobudka i
wyzwanie w postaci zjazdu z promu.

| nasza norka |
28/04/2025
Na szczęście strach ma wielkie
oczy, a zjazd stromą, wydawało się, rampą to była poranna bułka z masłem. Na
moje nieszczęście w ferworze przygotowań do wyjazdu nie zwróciłem uwagi, że
patałachy z obsługi nie odpięli mi jednego pasa i zaliczyłem spektakularną
glebę, pozbywając się po raz drugi w tym miesiącu lusterka. No cóż, z jednym
też da radę jeździć.
Jakoś nie czuliśmy potrzeby
zwiedzania o poranku Olbii, więc szybko opuściliśmy portowe miasto i
pojechaliśmy do na północ w kierunku Costa Smeralda i Porto Cervo, gdzie
zaszaleliśmy i w porcie wypiliśmy naszą pierwszą i najdroższą kawę przy marinie
jachtowej. Jadąc dalej wzdłuż wybrzeża w kierunku Santa Teściowa, znaczy Santa
Teresa, w markecie zrobiliśmy zakupy na śniadanie, które spożyliśmy na plaży Rena di Ponente. Nie wiem
skąd nazwa plaży „ponętna Renia”, bo raczej waliło jak w kutrze rybackim XVII
wiek. Niemniej widoczki były ładne. A można też było zobaczyć Korsykę, ale tam
żabojady żyją.
![]() |
| zaraz po drugiej stronie zatoczki będziemy pić najdroższą kawę we Włoszech |
![]() |
| jest i espresso za 3,5EUR |
![]() |
| tu jedliśmy śniadanie, ale waliło algami |
![]() |
| Caletta Cala Spinosa |
Niestety przegapiłem w okolicy jeden wart zobaczenia punkt wycieczki czyli skałę słonia.
Szkoda, ale mój błąd. Wielkie miasto Sassari szybko ominęliśmy szukając kościoła św. Trójcy, który nie wiedzieć czemu, ze zdjęć przypominał nam trochę Rylski Monastyr w Bułgarii. Na moje nieszczęście w okolicy są dwa takie kościoły, wiec najpierw trafiliśmy do Florinas, co okazało się niewypałem, i dopiero chwilę później zobaczyliśmy Chiesa della SS. Trinità di Saccargia. No jak dla mnie to jakoś mocno prawosławnie to wyglądało, nawet ikonostas był w środku.
Ponieważ byliśmy już zmęczeni całodzienną podróżą, a na zachodnim horyzoncie niebezpieczeie gromadziły się deszczowe chmury, postanowiliśmy jechać już prosto do Alghero, na nasz nocleg. Szczęśliwie deszcz udało się ominąć i na nocleg dojechaliśmy bocznymi drogami. Starówka urocza, a największym zaskoczeniem była knajpa Trattoria Caragol, do której trafiliśmy, a okazało się że jest prowadzone przez włosko-polskie małżeństwo.
29/04/2025
Zbierając się z noclegu, mieliśmy
małą przygodę, bo na dachu apartamentowca obok zatrzasnęła się jakaś kobita,
która wypatrzyła Anię i coś tam po włosko-angielsku próbowała do niej krzyczeć.
W końcu, poprosiłem o pomoc Włocha z wypożyczalni skuterów na dole, żeby dogadał się z uwięzioną i jakoś
pomógł. W takich sytuacjach przydatna jest umiejętność delegowania kompetencji 😉
Opóźnienie poskutkowało tym, że nasz pierwszy punkt wycieczki czyli Grota Neptuna pozostała poza sferą realizacji. Podjechaliśmy na miejsce, ale jak usłyszeliśmy, że właśnie wpuścili wycieczkę, a następna wchodzi za ponad 1h to… cyknęliśmy trochę fotek z góry, przytomnie oceniliśmy, że nie chce nam się łazić w ciuchach motocyklowych a w trasę ruszymy koło 16.
Więc dalej na koń i piękną drogą SP105 pojechaliśmy w kierunku Bosa.
Krótka przerwa na kawę pod zamkowymi murami, gdzie Ania się zamotała się trochę z motocyklem.
![]() | |
|
Droga do Oristano jeszcze jakoś wyglądała. ale kolejny odcinek do Guspini to jakaś porażka. Zrobiło się płasko, nudno, industrialnie-rolniczo.
| można nie zgadnąć, że te drzwi to winda |
W Cagliari pierwszy raz przekonałem się też do koni. Nigdy te zwierzęta nie wzbudzały mojego zaufania, bo chyba onieśmiela mnie ich wielkość, ale...
![]() |
| w sumie... na talerzu... do ogarnięcia i całkiem dobre... |
30/04/2025
Dzisiaj staramy się trochę
nadrobić zaległości z dnia wczorajszego i jedziemy zobaczyć flamingi w okolicy Porto Pino. Droga SP71 i widoki wysadzały z kapci. Kolor wody w zatoczkach to jednak nie efekt
photoshopa, tylko faktycznie tak to wygląda. Jednak Porto Pino to nie Porto
Fino, a i flamingów też nie zobaczyliśmy, ale było za to kilkaset metrów offu. W
drodze powrotnej do Cagliari postanowiliśmy trochę poplażować na tych pięknych
plażach „ i tego, i niepowtarzalnych”. Dojeżdżając do stolicy flamingi nam
wynagrodziły ich brak, przelatując stadem nad nami.
| w lewym górnym narożniku widać końcówkę klucza flamingów :-D |
01/05/2025
Poranek zaskoczył nas niemiła sytuacją. Na moim motocyklu standardowo zostały sakwy, na gmolach z przeciwdeszczówkami i zapasem dętek. Niestety w nocy ktoś próbował się połasić na ich zawartość i wybebeszył mi sakwy, rozrzucając zawartość wokół motocykla. Nic nie zginęło, widocznie nic interesującego nie było, ale niesmak pozostał. Pierwszy raz taka sytuacja, a trochę świata w ten sposób udało nam się już zwiedzić.
| jakiś mieszkaniec miasta 100-mostów zgubił tablicę D9SURF |
Dalej lecimy starą drogą SS125, skrzętnie omijając nową dwupasmówkę w kierunku Arbatax, gdzie podziwiamy czerwoną skałę.
![]() |
| fota dla Stonera |
Po drodze jest jeszcze plan na Pedra Longa, ale ostatecznie omijam zjazd i za chwile jedziemy zboczem największego kanionu w Europie, Gorropu.
Widoki petarda.
![]() |
Na koniec zajeżdżamy do małej wioski Galtelli, gdzie moja księżniczka znalazła nocleg w jakimś zameczku, za psie piniondze.
Okazuje się, że w wiosce ma być jakaś impreza z darmowym
jedzeniem i piciem z okazji świętego Krucyfiksu. Poszliśmy zobaczyć co i jak, i
faktycznie stragany rozstawiały się przy głównym placyku starego miasta, gdzie
znajdowały się trzy kościoły, św. Krucyfiksa, św. Krocza i św Beaty do nieba wziętej.
Jest darmowe żarcie, to od razu natknęliśmy się na autobus rodaków, w stanie
nieznacznie wskazującym, lub oszprycowanych hialuronem na kaczora Donalda. Skad
oni się wzięli w takiej liczbie w tym zapomnianym miejscu????
02/05/2025
Ciężka noc była. O ile ja powoli wychodziłem na prostą, po 3 tygodniach przeziębienia, to teraz Anię telepało i dusił kaszel. Stan raczej nie napawający optymizmem, a przed nami, już niedługi odcinek do Olbii, z jakimiś wizytami na plażach po drodze, nocna przeprawa na kontynent i ponad 300km następnego dnia nad Gardę. Stan Ani zmobilizował mnie do próby przebukowania promu z wersji fotelowej na kabinową, niestety okazało się że są „fully booked”. Pozbieraliśmy się z naszego zamku w Galtelli i ruszyliśmy w kierunku wybrzeża znaleźć jakieś ładne plaże. Niestety część z nich okazała się niedostępna, Porto San Paolo zabite dechami i w końcu udało sie usiąść gdzieś w okolicach Porto Istana, gdzie Ania zbierała siły przed ostatnim odcinkiem i dużym miastem, oraz zjedliśmy w końcu jakieś śniadanie.
Obiad już w Olbii i dalej jazda na
prom, gdzie pełno uśmiechniętych i niemytych motocyklistów. Obsługa
potwierdziła, że niestety nie ma żadnych wolnych kabin, więc pozostało nam spędzić
noc w fotelach klasy „biznes”. Na szczęście dostępny był też prysznic i rano
przed opuszczeniem promu skorzystaliśmy, chyba jako jedyni, z tego udogodnienia.
03/05/2025
Wyjazd z promu poszedł w miarę sprawnie i ruszyliśmy w kierunku Pizy, żeby śniadanie zjeść na Piazza del Miracolli. Niesamowite, ale byliśmy tam raptem 2 lata temu.
![]() |
| ciągle krzywa |
Po drodze robiąc ostatnie zakupy na
jutrzejszą drogę w jakiejś wiosce spotkaliśmy rodaczkę, która tam utknęła
kilkanaście lat temu.
04/05/2025
Około 7 rano wyjeżdżamy od naszych gospodarzy i ruszamy w trasę do domu. Ania się wkurza na mnie bo jadę po autostradzie przepisowo, znaczy 80km/h. Dobrze że wyjechaliśmy tak wcześnie, bo zanim osiągnęliśmy Brennero to ze 3h zeszły. Austrię udaje się w miarę sprawnie przeskoczyć choć ruch jest spory i dopiero za Monachium robi się znośnie, tym bardziej że odbijamy na Regensburg. Koło 19,30 mijamy Berlin obawiając się korków, ale jest pusto, granica też pusta. Szczęśliwie udaje się dojechać do domu koło 23.
| ta to z nudów ulepi nawet sowę z Babybela, a może to Batman |
















































































































































