Nadszedł czas aby wreszcie odebrać nasz motocykl z 2-miesięcznej rekonwalescencji.
W zasadzie zbieraliśmy się po niego od miesiąca, jednak wciąż coś nie pasowało.
A to praca, a to święta, a to pogoda... i tak z tygodnia na tydzień przesuwaliśmy odbiór.
Wreszcie udało się. Pogoda może nie zapowiadała się idealnie, ale miało być w miarę ciepło i w miarę sucho.
Przynajmniej przez większą część podróży.
Ruszyliśmy w piątek z Poznania, najszybszą jak nam się wydawało trasą na Wrocław, gdzie wbiliśmy się w autostradę i pociągnęliśmy aż do Katowic. Podróż autostradą pozwoliła odkryć kolejny atut twin'a, wyższą prędkość podróżną. Jeśli warunki drogowe i pogodowe pozwalały cięliśmy nawet 140km/h, to ok. 20kmh więcej niż znosi bez wysiłku nasz singielek. Gdyby nie korki na bramkach i rozkopana trasa między Katowicami, a Pszczyną bylibyśmy dużo szybciej. Motocykl i tak miał przewagę, gdyż pozwolił przeskoczyć dość spore zablokowane odcinki.
Wreszcie dotarliśmy i mogliśmy nacieszyć oczy naszym GS-em. Pozostało do skręcenia kilka plastików i zrobiłem testową rundę ok 30km, aby poczuć go na nowo. Jakże bardziej filigranowy jest on od czerwonego twin'a, jak lekko chodzi kierownica.
Następnego dnia ostatnie regulacje, aby dostosować go do potrzeb Ani.
Przed nami ponad 400km drogi i jest to jej pierwsza taka trasa. W zasadzie, za jednym zamachem, ma przejechać więcej niż w całym swoim życiu. Ruszamy. Początkowo broni się przed wjazdem na autostradę, ale w końcu przekonuję ją i nie żałuje. W stosunku do wczorajszego dnia jest pusto, a wiatr jest dużo mniej dokuczliwy. W sumie dojechaliśmy aż do Brzegu co okazało się błędem bo nadrobiliśmy kilkadzesiąt kilometrów.
Cały czas asekurowałem jej tył, informując o tym co dzieje się na drodze, dając wskazówki co do manewrów. Pomocną okazała się nawigacja, która pozwalała ocenić stopień trudności zakrętów.
Około 200km od domu dłuższy postój na obiad. Po Ani widziałem już zmęczenie, ale nie chciała się poddać. Pojechaliśmy dalej.
Najtrudniejsze sytuacje mieliśmy w odległości 5km od domu, nagle na łuku Ania wpadła w dziurę której nie widziała, kawałek później wpakował jej się pod motocykl przebiegający drogę kot. Zachowała zimną krew, podobnie jak wtedy gdy na skrzyżowaniu zgasł jej silnik.
Po ok 480km drogi i 10h jazdy zlądowaliśmy w domu.
Dokonany wysiłek dał znać o sobie, gdy już adrenalina puściła.
Pod domem stoją teraz dwa motocykle F650GS, każdy inny.
Zdjęć zbyt wiele nie ma ponieważ skupieni byliśmy na jeździe





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz