środa, 11 września 2024

202408 Wyrugowany z użytku

Długi sierpniowy weekend postanowiliśmy spędzić na dwóch, a w sumie łącznie na czterech kółkach.

Ponieważ Ania odebrała właśnie nowy motocykl, przyszedł czas na test w trasie.

Niestety nie mogliśmy za bardzo poszaleć z kilometrami, ponieważ motocykl dopiero co został wyjęty z kartonu. Musieliśmy zmieścić się mniej więcej w 1000km, co zrewidowało trochę nasze plany, niemniej i tak wyszło nieźle.

Ruszamy na Rugię!

Nie lubimy głównych tras, więc dobrze nam znanymi skrótami ruszyliśmy w kierunku Gryfina.








obowiązkowe lody w Sierakowie

przerwa na uzupełnienie płynów w Barlinku







 ostatnie tankowanie po polskiej stronie



że niby taka cywilizacja, a asfaltu jeszcze nie wymyślili



pierwsze lody w DDR

niestety nie zdążyliśmy na prom

Skoro prom odpłynął to my się nie poddajemy i szukamy innych sposobności dostania się na wyspę.





hotel tysiąca gwiazd ogarnięty

Kolejny dzień, 15.08.2024, jest dla krajan dniem wolnym od pracy, to my zrobiliśmy sobie dzień wolny od motocykli. Do Sassnitz mamy jakieś 2,5km z buta. Potem tylko jakieś 11 km plażą wzdłuż klifów oraz szczytami klifów, w kierunku Königsstuhl, no i jakoś trzeba będzie wrócić. Damy radę.

Ania znalazla jakąś drogę, która... hmmm... miałem wątpliwości, ale summa summarum dotarliśmy gdzie chcieliśmy w Sassnitz. 








Zaczęliśmy też odkrywać uroki tego nadmorskiego miasteczka, bo wczorajszy pierwszy kontakt, spowodował, że byliśmy mocno wstrzemięźliwi w ocenach.










Po zaopatrzeniu w napoje, zjedzeniu obowiązkowych lodów ruszyliśmy w kierunku kredowych klifów. Warto wspomnieć, że plaża jest kamienista, wiec warto mieć dobre obuwie. My nie mieliśmy :-(  

No to takie były widoczki. Momentami krajobraz był nierzeczywisty.







łabędzie od dupy strony


























Najwyższy klif ma 118metrów, Nie da się przejść całości plażą, przy "wodospadzie" Kieler Bach trzeba skorzystać ze schodów i wspiąć się na klify. Nie ukrywam... "letko spuchliśmy"








Na sam Königsstuhl już nie wchodziliśmy, bo jakoś nie czuliśmy potrzeby. Bardziej przekonał nas stojący autobus miejski, jadący do Sassnitz. W miasteczku  Ania najpierw zjadła Bismarcka, ja jakieś śledziki. Potem były lody które mewa wyrwała Ani z ręki, no i zaczęliśmy oglądać się za jakąś jadłodajnią.









Po obiedzie Ania poprowadziła nas skrótem, który spowodował że mieliśmy do pokonania ostro pod górę kawałek drogi przez ciemny bukowy las, bez latarek. Wtedy naprawdę spuchliśmy. Ja tam sobie pod nosem mruczałem "nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam..."

Noc minęła spokojnie, tym razem burza nie dotarła nad nasz kawałek Rugii, żaden deszcz nie spadł. Po śniadaniu zaczęliśmy powolne pakowanie, żeby udać się wzdłuż wybrzeża w kierunku Kołobrzegu.




Oczywiście zaczęliśmy od kompleksu Prora













Potem wizyta w urokliwym Binz, gdzie kolejna mewa, lub inna rybitwa dobrała się do lodów Ani.





tu się Ania zastanawia czy ryzykować ptasią grypę







Tym razem udało nam się załapać na prom w Glewitz, żeby dostać się na kontynent






No i polecieliśmy już wzdłuż wybrzeża przez wyspę Uznam, Wolin w kierunku naszej miejscówki.












no to wracamy do Heimatu

Czas nad morzem wykorzystaliśmy na... zjedzenie ryby, spacery itp., ale w niedzielę trzeba było już wracać do domu.
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz