piątek, 10 września 2021

202009 śladami historii

18/09/2020 głupie pomysły głupio się kończą

tytuł posta dość przewrotny, bo dotyczy naszej własnej historii. 10 lat wcześniej w lipcu 2010 roku ruszyliśmy w naszą pierwszą "prawdziwą" podróż motocyklową, która stała się zaczątkiem fascynacji podróżowania turystycznymi enduro i tego wszystkiego co potem się wydarzyło.

W piątek po pracy zaczęliśmy się zastanawiać czy przejechać się do Radkowa, gdzie forum www.F650GS.pl, na którym jesteśmy obecni od czasu kupna naszego pierwszego GS-a, zorganizowało zlot dla swoich. Ponieważ nie mieliśmy nic do stracenia, a na zlocie w sumie nigdy nie byliśmy... no może za wyjątkiem 3 godzinnych odwiedzin w Bornem Sulinowie, to już o 18 wsiedliśmy na motocykle i pognaliśmy na południe. Droga do samego Wrocławia nudna jak flaki z olejem, bo dla nadgonienia czasu jechaliśmy S5. Już przed Wrocławiem Ania zaczęła zgłaszać problem marznięcia, a temperatura jeszcze była ponad 12st.C Wrocław dał chwilę wytchnienia bo temp. się podniosła do 17st.

Za Wrocławiem znowu temperatura zaczęła lecieć w dół, a gdy o 22 meldowaliśmy się na naszym noclegu termometr pokazywał już tylko 5,5st.C. Ania powoli popadała już w hibernację, ale próbowaliśmy się rozgrzać gorącą kąpielą i herbatami.


19/09/2020

Noc nie była rewelacyjna ponieważ pokój nie był ogrzewany,  a gdy się zorientowaliśmy było za poźno żeby spytać gospodarza czy można skorzystać z kominka. Na szczęście byłem przezorny i zabrałem dla Ani śpiwór, a po drodze zrobiliśmy zakupy na śniadanie.

Teoretycznie ekipa "jezdna" miała ruszać koło południa, ale okazało się że zaczynają już koło 11. Musieliśmy zagęścić trochę ruchy i dobiliśmy szybko do reszty, która zbierała się do wyjazdu na przejażdżkę po okolicy. Prowadzić miał Paweł admin i pierwszy przystanek na tankowanie przypadał w Kudowie Zdrój, po pokonaniu "drogi 100 zakrętów". 







Chłopaki narzuciły dość szybkie tempo i Ania błogosławiła decyzję, że wsiadła na plecaka, zamiast jechać swoim motocyklem. Po uzupełnieniu paliwa ruszyliśmy w kilkugodzinną objazdówkę po okolicy w szybkim tempie, z obiadem w Spindlerovym Mlynie. 























































Powrót przez Szklarską Porębę, po drodze zaliczywszy przejazd przez zamknięty odcinek drogi. Od czego się ma motocykl w klasie enduro ;-) Ponieważ zaczynało się już robić późno temperatura znowu zaczęła się dawać we znaki. Mimo mojego wrażenia, że znacznie odstaję umiejętnościami od grupy, zaliczyłem kilka słów uznania, że dałem radę utrzymać tempo jadąc motocyklem we dwójkę. No cóż, gdybym jechał sam, lub dwoma motocyklami z Anią na pewno przejechalibyśmy tą trasę dużo wolniejszym tempem. Nigdy nie miałem parcia na prędkość, ściganie się i ta wycieczka okazała się dla mnie sporym wyzwaniem. Mam wrażenie, że tak szybko nigdy wcześniej nie jeździłem, na tak wymagającej trasie. Tym bardziej cieszy mnie, że daliśmy radę. Paradoksalnie mimo przelatania w sezonie ok. 10kkm Triumphem, wciąż czuję się w niego niewjeżdżony. Motocykl ma wielki potencjał, a ja wciąż się zastanawiam, czy nie jest na wyrost dla mnie.

Po powrocie zaparkowaliśmy Tigera na naszej miejscówce i udaliśmy się na ognisko, żeby spędzić czas w towarzystwie zlotowym.

20/09/2020

po śniadaniu ruszyliśmy powoli w drogę powrotną. Jeszcze przed wyjazdem, znalazłem dla Ani w fajnej cenie nowy tankbag do jej motocykla. Swoim tempem, unikając głównych dróg, ruszyliśmy w kierunku Oleśnicy, gdzie mieliśmy odebrać nowy nabytek. Tankbag okazał się fajny nie tylko na zdjęciach, więc dobiliśmy szybko targu i Ania może się już nim cieszyć.


Kontynuowaliśmy dalej jazdę bocznymi drogami w kierunku domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz