12/06/2020
zmęczeni kwarantanną postanawiamy ruszyć na podbój zachodu. Wprawdzie granice wciąż niby zamknięte, ale już gruchnęła wieść że w nocy z piątku na sobotę mają otwierać granicę z Niemcami.
Na wszelki wypadek zagłębiłem się w internety i wyszło mi że z wjechaniem do naszych zachodnich przyjaciół nie ma problemu. Problem może być z powrotem, ale co tam... mówią że będą otwierać.
Przed nami jakieś 450km do Zwickau, gdzie tuż przed tym całym cyrkiem z pandemią przeniosła się nasza koleżanka... z dzieciństwa.
Mieliśmy być u niej na początku marca, no ale... było jak było... na pewno motocyklami wówczas byśmy nie dojechali. Ani nigdy nie namówię na żadne Elefantentreffen, a sam jakoś też mam wątpliwości co do potrzeby wymrażania sobie dupska dla nie wiadomo jakiej idei... zresztą... my i zloty... ha ha ha
No to jedziemy... oczywiście omijając autostrady. Niestety w pewnym momencie zaczynam zauważać przekreślone kierunkowskazy na mniejsze przejścia graniczne. Liczyliśmy na Bad Muskau, a trzeba było summa summarum wyskoczyć na autobahne i pognać przez Olszynę. Nie zauważyłbym że przekroczyliśmy granicę gdyby nie kolejka aut próbująca wjechać do Polski.
13/06/2020
dziś nie jeździmy motocyklami. w planach odwiedziny fabryki Haribo, Eibenstock Tall, jeszcze jakaś jedna zapora i powrót do domu.
Dzień później, w tym miejscu stanąłem sam, w bieliźnie... ale pogoda już była chu...
14/06/2020
Niestety nie jest już zbyt słonecznie. Zaliczamy jeszcze jakaś jedna zaporę. Pod wieczór nie wytrzymuję wskakuję w bieliznę i pędzę na Eibenstock Tall.
W drodze powrotnej łapie mnie oberwanie chmury, jezdnią leją się kaskady wody
a poniżej taki dowcip sytuacyjny z sobotnich ulic Zwickau






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz